A więc... ten oto blog zawiera treści yaoi, czyli opowiadania o miłości i seksie w wersji boyxboy. Jeśli jesteś hejterem lub brzydzisz się yaoi, albo masz jeszcze inne powody aby go nie lubić to zapraszam to kliknięcia czerwonego krzyrzyka w górnym prawym rogu lub strzałeczki, która cofnie cię z powrotem do mormalnego świata :3 Z góry dziękuję ♥
Blog dedykuje wszystkim zażartym yaoistkom i yaoistom ^^

piątek, 3 sierpnia 2012

Wiecie że nie umiem tytułów wymyślać xD

Hej :3 no to teraz coś nowego - JR x Ren z NU'EST ♥ Mam nadzieję, że wam się spodoba. Wydaje mi się, że to zepsułam no ale sami oceńcie ^^ Miłego czytanka /~ Tori ♥
I mam jeszcze jedno pytanie... Czemu to ja muszę zaczynać znowu opisówkę ?!
No i oczywiście jeśli wszystkich błędów nie usunęłam to przepraszam :3

Podział ten sam.
Tori - JR - czerwony
Ivani - Ren - pomarańczowy

Kurwa, czy oni nic nie umieją zrobić dobrze?! No jak słowo daje zaraz zacznę im tyłki kopać. - Chłopaki do cholery ogarnijcie się jeżeli nie chcecie kolejnej godziny próby.- wszyscy byliśmy zmęczeni a wydawałoby się ze Ren najbardziej. To właśnie przez niego z 2 godzin próby zrobiły się 4 i pol.- Nie skończymy dopóki nie będzie tak jak ja chce wiec przyłóż się Ren!

Miałem dość. Ciało ociekało mi potem, a serce tłukło mi się w klatce piersiowe. A on wymaga więcej! Jakby nie mógłby już odpuścić na dziś! Jakby nie widział, że już jestem przemęczony! Posłałem mu nienawistne spojrzenie, ale odpowiedziałem złamanym, ochrypniętym głosem: Nie daje rady. Idźcie. Sam poćwiczę...

On chciał sam ćwiczyć nowy układ? Do końca go powaliło?
- Nie będziesz sam ćwiczył,bo mamy ćwiczyć to razem a tak stojąc i gadając dużo nie zrobimy.- Sam myślałem ze zaraz padnę ale próbowałem to ukryć. Lider nie będzie cienki i nie padnie po tylko 4 godzinach prób. Spojrzałem na Rena spode łba. Był cały spocony, nogi się praktycznie pod nim uginały. Może jednak przesadziłem? - Dobra chłopaki zbierać się i spadać, ale ty Ren zostań jeszcze chwile. Musze z tobą pogadać.

Na samą myśl o tym, że będziemy sam na sam, to bym się zarumienił, ale ponieważ byłem rozgrzany na policzkach to większej różnicy nie było widać. Skinąłem tylko głową i usiadłem, a raczej opadłem na podłogę. Nie miałem nawet siły, żeby pójść po wodę.

Trochę zrobiło mi się go żal kiedy tak padł na podłogę jak kukła. Blondyn ciężko oddychał. Poszedłem po 2 butelki z woda i podałem,mu jedna, a swoją odkręciłem i pociągnąłem spory łyk.
- Co sie z toba stalo,Ren? Nie jestes ostatnio soba. Masz jakies problemy? Coraz mniej sie przykladasz do tanca a dopiero niedawno byl nasz debiut.- Spojrzalem gleboko w oczy blondyna siadajac obok niego i oczekiwalem na odpowiedz.
-Nam możesz zaufać. My ci pomożemy.


Skrzywiłem się. Nie ich sprawa, co mnie gnębi. W końcu to moje osobiste sprawy. Zerknąłem na JR'a. - Nie. Po prostu mam jakiś gorszy czas. Jak się nie będziecie wtrącać ani nade mną użalać, to będzie mi znacznie lepiej. - Warknąłem trochę nie uprzejmie i spojrzałem na podłogę. Tak. Ta wykładzina teraz wydawała się taka ciekawa.

Badawczo przyglądałem się jego twarzy, jego wzrok wbity był w podłogę. Na zewnątrz bylem spokojny lecz w środku coś mną szarpało. Złapałem go za podbródek podnosząc jego głowę. Zbliżyłem twarz do jego twarzy by wpatrzeć się w głąb jego oczu.
- Nie przestane się wtrącać je
li mój przyjaciel ma problemy - powiedziałem wolno z poważniejszym głosem niż zazwyczaj tak aby zrozumiał, że nie żartuję.

Odepchnąłem go tak szybko jak tylko mogłem. Rumieniec z powodu rozgrzania powoli znikał, a teraz nagle powrócił na miejsce. Beże, jak mi było głupio... Miotałem spojrzeniem po podłodze, omijając jego oczy. Znów utkwiłem wzrok w podłodze. Gdybym tylko był w stanie to bym uciekł...

Nie rozumiem o co,chodzi. Czemu mnie odepchnął? Co zrobiłem? A on znowu siedzi jak ta sierota rumieniąc się... zaraz, zaraz, co?! Ren się rumieni ?! Znów się do niego zbliżyłem i położyłem mu dłoń na czole. Był rozpalony.
-Ren ty chyba masz gorączkę.-Spojrzałem na niego teraz zmartwiony. On jest chory a ja mu jeszcze każę tańczyć prawie 5 godzin. Czuje się jak idiota.

Tak jak wcześniej mi było głupio tak teraz było jeszcze gorzej. Delikatnie odciągnąłem jego rękę od mojego czoła. - Nie dotykaj mnie... To znaczy...! Nie, nie mam gorączki... Ja... Po prostu muszę odpocząć... - Spojrzałem w bok i zacisnąłem pięści. Serce waliło mi jak opentane. Przez chwile miałem ochotę się rozpłakać...

- Jak nie masz jeśli masz wypieki na policzkach i jesteś gorący... - dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego ze brzmi to ...hm... dwuznacznie.- To znaczy... twoje ciało jest gorące... cholera... po prostu masz podniesioną temperaturę organizmu, no.
Spojrzałem na jego zaciśnięte dłonie i zagryzłem wargę po czym położyłem dłoń na jego pięści, nie wiem w sumie dlaczego tak... po prostu. Bo wydawało mi się to właściwe.

To był dziwny gest z jego strony... I to jak sam się gubił we własnych słowach... Ucieszyło mnie to. Podobał mi się i to jak zwracał się tylko do mnie było przyjemne. No chyba, że czegoś chciał... A teraz z taką łatwością pokonuje dystans między nami... O kurwa... Co on sobie pomyśli, jak poczuje moje walenie serca?! Znów odepchnąłem jego rękę z przerażeniem na twarzy.

Widząc strach malujący się na jego twarzy pomyślałem że coś mu się stało.
- Ren dobrze, sie czujesz.?- tak to glupie pytanie ale w tym momencie ta wiedza byla dla,mnie najwazniejsza. Widol twarzy blondyna na ktorej nie bylo,strachu a wrecz przerazenie wcale nie byl przyjemny. Wlaciwie to widząc przestraszyłem się niemalże w takim samym stopniu. Nie mogę, no nie mogę s
tak. Przytuliłem go przez co poczułem jeszcze bardziej ciepło jego ciała a na torcie poczułem bicie jego serca, które galopowało w takim tempie jak u człowieka tuz,przez zawalem.

Nie rozumiem! Za cholerę nie rozumiem co myśli! Czemu znowu mnie dotkną, a nawet przytulił, skoro widzi moje reakcje na to. Odsunąłem się, poczułem jak robi mi się słabo. Zakręciło mi się w głowie. Zamknąłem oczy i zacząłem masować skronie, nie potrafiłem wydusić słowa, a ręce trzęsły mi się koszmarnie.

No dobra dosyć żartów. Wziąłem go na ręce co wcale łatwe nie było i zaniosłem go do szatni. Stamtąd wziąłem nasze rzeczy, obie torby przewiesiłem sobie przez ramiona i znów podniosłem blondyna niosąc go do samochodu.
- Chuju muju. Jedziesz do domu odpoczywać. Przy okazji,wzywamy lekarza i nie nie zostawię cię w spokoju.

- Nie! JR! Wszystko dobrze! Zmęczyłem się po prostu! Postaw mnie! - Protestowałem. Wiedziałem, że jak mnie postawi, to się przewrócę i nie wstanę, ale bałem się. Przecież nic mi nie było! Nie słuchał mnie, więc objąłem go za szyje i uczepiłem się. - Przestań, JR, po prostu odwieź mnie do metra. Wrócę do domu i zadzwonię rano. Po prostu mnie zostaw... - Przy ostatnim słowie głos mi się złamał. Byliśmy stanowczo za blisko.

-Mowy nie ma. W takim stanie nigdzie szedł nie będziesz. Wiozę cie do domu i dzwonie do lekarza. Bez dyskusji.- Powiedziałem swoim stanowczym tonem lidera. Naprawdę się o niego martwiłem, co będzie jak nie będzie mógł występować? Ja się chyba załamię psychicznie. Przecież bez Rena we 4 nie będziemy mogli występować. No zajebiście. Przyjaciel jest chory a ja się bardziej o karierę niż o niego. Świetny ze mnie przyjaciel, nie ma co. Gdy dotarliśmy do mojego auta z trudem otworzyłem drzwiczki ale dałem rade i posadziłem Rena na fotelu pasażera, zamknąłem drzwi po czym wpakowałem nasze torby do bagażnika i zasiadłem za kierownica ruszając w kierunku mieszkania młodszego chłopaka.

- JR! Nie! Odczep się! Nigdzie z tobą nie jadę! - Za nim odpalił samochód, złapałem go za przód koszuli i przyciągnąłem do siebie. Spojrzałem mu w oczy stanowczo. Za nim zdąrzyłem się odezwać zorientowałem się jak blisko jesteśmy. Zrobiło mi się głupio, ale jego usta, tak kusiły... Utkwiłem w nich wzrok, a podświadomość wołała "Pocałuj, pocałuj!". Przymknąłem oczy i stwierdziłem, że jestem słaby. Mocniej zacisnąłem dłoń na przodzie jego koszuli i nadal z zamkniętymi oczami syknąłem: Nigdzie z tobą nie jadę...

Wyglądał w tej chwili jak takie małe dziecko... Tylko czemu mam ochotę pocałować to dziecko, które przed chwila patrzyło na moje usta? JR tumanie opanuj się! Co mi się tak nagle zebrało na myśli o całowaniu chłopaka? I do tego jeszcze Rena? Cudem oderwałem wzrok od jego uchylonych, kuszących warg, odsunąłem się od niego i odpaliłem auto. Starałem się nie myśleć podczas jazdy o tym co przed chwila się zdarzyło lecz nie udało mi się. Jak mam nie myśleć o tym ze przed chwila chciałem pocałować swojego przyjaciela?

Drogę przebyliśmy w ciszy. Oparłem skroń o szybę i patrzyłem przez okno, na ludzi idących na wieczorne spacerki lub knajpki, z wystawionymi tablicami różnych ciekawych ofert, na wystawy w sklepach, mineliśmy centrum handlowe, a w przerwach między budynkami widoczny był księżych na czarnym niebie otoczony ledwie widocznymi gwiazdami. Ale nic szczególnie nie zwróciło mojej uwagi. Męczyła mnie cisza i to, że tak długo byłem z JR-em sam na sam, w tak krępujących okolicznościach. Jego spojrzenie, usta, zapach, ciepło, dotyk... To chore... Chciałem, żeby się skończyło, ale bałem się również, że na tym się skończy, że nie będziemy ponosić konsekwencji za to co się stało, tylko za to, że się nie stało. Ale ja jestem za słaby, żeby cokolwiek zdziałać. A przy nim? Nawet zdania nie mogę skończyć...

Kiedy dotarliśmy na miejsce pierwsze co zrobiłem to kazałem się Renowi nigdzie z auta nie ruszać. Wyjąłem z bagażnika nasze torby i zrobiłem z nimi to co wcześniej. Otworzyłem drzwi od strony pasażera i wziąłem Rena na ręce później zatrzaskując drzwi. Skierowaliśmy się do budynku gdzie mieszka młodszy tancerz.

Trzymałem się go kurczowo, starając się opanować. Miałem mętlik w głowie. Gdy doniósł mnie pod kamienice wysunąłem się z jego ramion od razu łapiąc ściany. Wstukałem kod, potrzebny do wejścia na klatkę i otworzyłem drzwi. Nie dałem się wnieść do windy, ale musiał mi pomóc. Dojechaliśmy na trzecie piętro i poprosiłem, żeby wygrzebał klucze z mojej torby. Niestety to on otworzył drzwi, bo ja byłem zdolny tylko do trzymania się jego, ewentualnie ściany. Weszliśmy do mojego mieszkania.
- Już ze mną lepiej. Położę się spać i rano wrócą mi siły... Idź już. - Powiedziałem to płynnie i bez jąkania, sprawnie unikając jego spojrzenia. Tak bardzo chciałem żeby został. Tak bardzo chciałem, żeby został... Zacząłem patrzeć na moją podłogę zza kurtyny łez, które natychmiast spłynęły po moich policzkach.

-Mówiłem ci już ze teraz cie nie zosta... co się stało Ren?- spytałem widząc jak jego łzy skapują na podłogę. Przytuliłem go do swojego torsu i pokierowałem nas do jego sypialni
-Coś cie boli?

Ren już leżał w łóżku a ja siedziałem obok na jego brzegu. Cholera, jeśli naprawdę coś mu jest to chyba sobie jebnę kulkę w łeb. To moja wina to przeze mnie jest taki wymordowany i zapewne przeze mnie tez się rozchorował. Głupi egoista.
- Prze-przepraszam.- wyjąkałem. Od dawna nie mówiłem tego słowa. Kilka lat żyłem bez niego, a teraz ...-przepraszam przyjaciela za swoja głupotę i zniszczenie zdrowia... Zadzwonię po tego lekarza. Wstałem z łóżka.

- JR... Nic mi nie jest... Ja... Nie chciałem Cię przestraszyć... Nie idź... Nie potrzebuje lekarza... Tylko... - Wytarłem łzy. - Nie mogę pozbierać myśli. - Podniosłem górną partie ciała do pionu, podpierając się rękoma. - Nie jestem chory. Wszystkie te reakcje poza brakiem siły były spowodowane nie chorobą... - Nie dałem rady wydusić więcej słów. Spojrzałem mu w oczy i wytrzymałem spojrzenie, po czym wyciągnąłem do niego rękę.

JR niepewny co ma zrobić, czego Ren oczekuje po prostu złapał jego dłoń.
- To czym są spowodowane jeśli nie choroba?
Nie za bardzo rozumiałem cala ta sytuacje.

Pociągnąłem go do siebie tak, że starszy wylądował na mnie. Pocałowałem go, objąłem ramionami i wstrzymałem oddech bojąc się reakcji.

Zaskoczony poczynaniem kolegi przez chwile nic nie zrobiłem lecz kiedy znów moglem normalnie myśleć oderwałem się od Rena.
- Czemu to zrobiłeś do cholery jasnej?- dotknąłem swoich warg i oblizałem je, były słodkie... hmmm... zupełnie jak Ren... Nie! Nie wolno ci tak myśleć! Ale on się słodko rumieni. Nawet nie zauważyłem kiedy zacząłem się mu przyglądać uśmiechając się przy tym.

Czemu to zrobiłem? Dobre pytanie. Jego reakcja mnie wpieniała. A potem ten uśmiech... Postanowiłem brnąć w to dalej. Dotknąłem jego policzka, przejechałem po nim opuszkami palców, zjechałem na szyje, znów zacząłem zbliżać usta do jego ust, stopniowo zamykając powieki. Objąłem go obiema rękami i zbliżyłem go do siebie znów powodując pocałunek. Nie czekając specjalnie na jego odpowiedź, wsunąłem mu język do ust.

Miałem ochotę odepchnąć Rena lecz czując jego dotyk na skórze zaniechałem tego działania i po prostu oddałem pocałunek. No nie oszukujmy się, sam tego chciałem,a skoro to on zaczął to czemu nie miałbym skorzystać? Wsunąłem dłonie pod jego bluzkę i jeździłem zimnymi dłońmi po jego klatce piersiowej i plecach.

Kiedy oddał pocałunek byłem w niebo wzięty. Ale gdy poczułem jego dłonie na torsie przestraszyłem się. Lecz jego dotyk był taki przyjemny... Zacząłem rozpinać jego koszule, a po tym pozbyłem się jej rzucając za łóżko na podłogę. Badałem dłońmi jego umięśnioną klatkę piersiową. A gdy pomyślałem, co będzie dalej przestraszyłem się. Lecz jeszcze bardziej bałem się przerwać. Może jednak powinien wiedzieć, że to mój pierwszy raz...?

Co ja najlepszego wyprawiałem?! Całowałem,Rena! Rena! Boże widzisz i nie grzmisz! Jednak nie przerwałem pocałunku. Także zdjąłem z niego górna część garderoby. I wtedy jakby na odpowiedz błysnął piorun i zagrzmiało niespodziewanie. Odskoczyłem od Rena.

Spojrzałem na niego przerażony.
- JR...?
Nie zrozumiałem jego zachowania. Jak zwykle miałem wiele pomysłów w głowie. Zacisnąłem pięści.

-Dobra Ren ja spadam dopóki ta burza jest jeszcze znośna.- wyciągnąłem swoja koszulkę z za łóżka i skierowałem się do drzwi jak najszybciej i z nadzieja ze Ren nie wpadnie na genialny pomysł uchronienia mnie przed burza bo nie wytrzymam. Albo w tej chwili wyjdę albo Ren przez kilka dni nie usiądzie... i wolał bym to pierwsze

Nawet chwili nie myślałem nad tym co robię. Zsunąłem się z łóżka i pobiegłem za nim. Wyprzedziłem go i oparłem się o drzwi, nie pozwalając wyjść.
- Nie! Nie idź! Nie teraz! Do cholery jasnej, nie gdy w końcu... - Urwałem w połowie zdania. Nawet nie wiedziałem co chciałem powiedzieć, wiedziałem tylko, że nie wypuszczę go teraz! Nie ma mowy!
- Wiem czego chcę... Nawet jeśli to się więcej nie powtórzy... JR, nie idź...

O dziwo zrozumialem niewyrazna paplanine mlodszego. Tym razem to ja go pocalowalem i siegnalem do jego rozporka, odpialem jego spodnie i zsunalem je wraz z bokserkami po czym,to samo zrobilem ze swoimi. Mialem prawde mowiac wielka,ochote na blondynka. Odwrocilem go tylem do siebie tak zeby sie oparl o drzwi i wszedlem w jego ciasne wnetrze bez przygotowania bo nie chcialo mi soe tracic na to czasu. Od razu zacząłem poruszać sie w nim gwałtownie

Nie miałem czasu się przygotować ani mentalnie ani fizycznie. Wrzasnąłem z bólu i zacisnąłem powieki. Mimo, że łzy cisnęły mi się do oczu  powstrzymałem płacz. W końcu tego chciałem. O to prosiłem. To mam. Dopiero kiedy się przyzwyczaiłem wydałem cichy jęk przyjemności.

Kochaliśmy się ponad godzinę na różne sposoby aż w końcu chyba 6 raz tej nocy doszliśmy obaj i prawie padłem ze zmęczenia, nie dosłownie. Podniosłem znów blondyna i delikatnie położyłem go na łóżku po czym zacząłem się ubierać.

Byłem wykończony. Nie miałem siły na nic. Leżałem bezwładnie na łóżku. Chciałem, żeby położył się obok mnie nagi i gorący. A on po prostu zaczął się ubierać.
- JR...? - Jęknąłem, patrząc się w jego stronę, zmęczonym wzrokiem.

Już kończyłem się ubierać kiedy usłyszałem głos Rena. Odwróciłem się i spojrzałem na jego nagie, ładnie zbudowane ciało. Kiedy to zrobiłem poczułem jak znów robi mi się ciaśniej w spodniach.
- Tak?

- Połóż się obok mnie... - Poprosiłem. Kiedy moje ciało się uspokoiło poczułem ból w nadwyrężonych mięśniach. Naturalnie tyłek bolał mnie najbardziej.

-Ee... nie mogę... muszę już wracać... bo... bo moja dziewczyna będzie się martwic. -plątałem się. Nie wiem skąd pomysł żeby mu skłamać o tej dziewczynie no ale nie będę teraz tu z nim leżał jakbyśmy byli już małżeństwem. I nie, nigdy nie będziemy. Nigdy nie chciałem się z nim nawet kochać... no dobra chciałem, ale było to pod wpływem chwili i napięcia. Po za tym dawno już nie miałem TAKICH relacji z inna osoba. No to się wpakowałem.- No to ja lecę. Pa.- otworzyłem drzwi sypialni nie zamykając ich za sobą skierowałem się do drzwi wejściowych.

Świat mi się zawalił. Poczułem się jakby ktoś mnie w brzuch kopnął. Przez chwile pomyślałem, żeby za nim pobiec, walczyć o niego. Ale gdy tylko napiąłem mięśnie przeszył mnie ból. Wykorzystał mnie. Jak szmacianą lalkę. Źle odebrałem jego spojrzenia? Po moich skroniach popłynęły łzy, nie smutku, czy bezmyślności tylko pustki. Jakby w jedną chwilę wyssano mi uczucia. Szlochnąłem. Dostałem gęsiej skórki. Czekałem na dźwięk zamykanych drzwi, żeby móc wybuchnąć płaczem.

Wybiegłem na zewnątrz, wsiadłem do samochodu i gdy już odjeżdżałem z piskiem opon przypomniało mi się, ze zostawiłem u Rena swoja torbę. Szlag. No ale się przecież teraz nie wrócę. Walili te torbę. Jak moglem coś takíego zrobić przyjacielowi.? Nie zasługiwał na traktowanie jak dziwkę. Od kilku lat przyjaźniliśmy się a ja to zniszczyłem przez swoje zachcianki i niewyżycie. Az mnie coś za serce łapie kiedy przypominam sobie wzrok blondyna kiedy uciekałem, bo ja nie wyszedłem tylko uciekłem. Nagle usłyszałem klakson nie zdążyłem się nawet spojrzeć na drogę, później dźwięk gniecionego metalu i tłuczącego się szkła. Poczułem następnie ból a chwile później już nic nie czułem. I tak było dobrze. Nie myślałem już o tym jak bardzo skrzywdziłem Rena. Nie myślałem o niczym i przestałem się zamartwiać o wszystko, ale miałem jeszcze ostatnia prośbę "Błagam, niech on mi wybaczy bo bez tego sam sobie nie wybaczę." Następnie tylko cisza i ciemność.

Podczas gdy było już po ceremonii, podczas gdy wszyscy już wrócili do domów łkając, żałując i tęskniąc ja nadal stałem nad jego grobem. Nie płakałem, miałem dość płaczu. Nie nienawidziłem go, nie potrafiłem. Czy go kochałem? Dobre pytanie. Ale ja nie szukałem odpowiedzi. Upadłem na kolana i spojrzałem na nagrobek, na którym wyryte były twoje imię i nazwisko.
- Jesteś idiotą. Jesteś największym idiotą na ziemi. Nie dałeś mi szansy na wytłumaczenie. Wybaczam Ci to co zrobiłeś wtedy w nocy. Bo tego chciałem, marzyłem o tym. Nie wybaczam Ci, że mnie zostawiłeś potem. Bo gdybyś został... - Głos mi się złamał. Nie byłem w stanie dalej mówić. Ale po co mam mówić, skoro o tym myślę, a ty na zawsze będziesz w moim sercu i głowie?

No to by było na tyle. Uśmierciłam JR .. fanki mnie zabiją xD Mam nadzieję, że wytrzymaliście kolejną notkę z moją schizą. Pomysł trochę oklepany, ale nie miałam o 3 w nocy za bardzo siły do myślenia xD Proszę o komcie jak to wam się bardzo NIE podobało. Z góry dziękuję :** /~ Tori ♥
Wiem że mam kompleksy ale już nic nie umie ich wyleczyć, przyrosły do mnie. To nierozłączna część mnie ^^



5 komentarzy:

  1. No wiecie co? No jak wy mogłyście uśmiercić JR? :P Ale opowiadanko ogółem fajne xDD Jak zwykle ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tori usmierciła! To ona!!! Ja w tym nie brałam udziału >.>

    OdpowiedzUsuń
  3. Toooooooooooooooooooooori ja cie zabije za uśmiercenie mojego JRa, niby mi o ty mówiłąś a le i tak śmierć cię czeka.

    A tak ogólnie poza tym jednym to fajnie ^^

    AKI

    OdpowiedzUsuń
  4. Aki Słoneczko ... to tak przez przypadek.
    Dziękuję.
    no dobrze, ale zabij mnie szybko... jutro na spotkaniu xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię, gdy ktoś ginie na końcu (ale ze mnie devil),ale oczwiście przez moją obsesję na punkcie Nu'est muszę się trochę poczepiać. Po pierwsze JR nie mógłby prowadzić, bo skoro wzięłaś prawdziwe realia, czyli ich jako gwiazdy, zaraz po debiucie, to był niepełnoletni i nie mógłby mieć prawo jazdy, po drugie oni wszyscy mieszkają razem w jednym dormie, tak jak większość gwiazd k-popu. poza tym wszystko jest okej. naprawdę mi się podobało, a to że skończyło się tak tragicznie jest zaletą, bo dość mam słodkich fluffów. :)pisz dalej, bo masz talent. ^^

    OdpowiedzUsuń