A więc... ten oto blog zawiera treści yaoi, czyli opowiadania o miłości i seksie w wersji boyxboy. Jeśli jesteś hejterem lub brzydzisz się yaoi, albo masz jeszcze inne powody aby go nie lubić to zapraszam to kliknięcia czerwonego krzyrzyka w górnym prawym rogu lub strzałeczki, która cofnie cię z powrotem do mormalnego świata :3 Z góry dziękuję ♥
Blog dedykuje wszystkim zażartym yaoistkom i yaoistom ^^

środa, 29 sierpnia 2012

"Kocham płakać, gdy widzą to tylko gwiazdy..."

Po co mi życie? To tylko kilka nic nie znaczących chwil, chwil przepełnionych kłamstwem, smutkiem i bólem.
Miał mnie nie zostawiać, miał być zawsze ze mną. Najgorsze było to, że to przeze mnie już go tu nie ma ...
Zachciało mi się uciekać... on był taki kochany... poszedł za mną... Po jaką cholerę to robił?! Żyłby gdyby tylko został w domu. Zabiliby mnie, a nie jego. Jakim pocieszeniem jest to, że jestem cały i zdrowy, ze mam tylko kilka blizn, kiedy nigdy już go nie zobaczę, nie przytulę, nie pocałuję... nie usłyszę "Kocham Cię" wypowiadanych tym cudownym, niskim głosem...
Po co mi życie? Jakie ono ma sens, kiedy jego już nie ma?
Śmiercionośna, toksyczna miłość, która do tego doprowadziła... Nienawidzę siebie.
To ja powinienem był zginąć, a spotkało to jego. Dlaczego?
Od dwóch miesięcy jestem jak to ujął psycholog "w depresji" , ale ja jestem po prostu w żałobie. Wraz z nim umarłem i ja.
Łykam jakieś tabletki, ale tylko wtedy kiedy Reita mnie pilnuje. On i Kai starają się jak mogą, żeby mi pomóc, ale mi już nic nie pomoże.
Z głową przy zimnym szkle obserwowałem ciemny, rozmazany widok przed oczami. kiedy kolejne łzy popłynęły po moich policzkach obraz nocnego nieba trochę się wyostrzył i mogłem dostrzec jasno świecące gwiazdy będące całkowitym przeciwieństwem mnie.One jasno świeciły podczas gdy mnie pochłaniała ciemność
Siedząc tak już którąś godzinę stwierdziłem, ze kocham płakać gdy widzą to tylko gwiazdy...
Miliardy gwiazd, które teraz widziałem, świadkowie mojej miłości próbują swoim światłem odegnać ten mrok panujący w moim umyśle i sercu, ale to się nie uda... Za bardzo kochałem...
Kolejne godziny minęły, słońce już powoli pojawiało się na niebie.
Muszę to zrobić, właśnie teraz...
Zszedłem z parapetu zdrętwiały od siedzenia na nim kilka godzin. Poruszałem się jak kukła sterowana przez zupełnie kogoś innego.
Wyszedłem z mieszkania nie przejmując się nawet swoim tragicznym stanem. Nie przeszkadzały mi czarne rozmazane smugi na policzkach.
Ruszyłem schodami w górę i otworzyłem kluczem drzwi prowadzące na dach.
Ruszałem się jak zombie.
Spojrzałem na słońce, było takie piękne. Będę za nim tęsknić, za jego ciepłem. Nie zobaczę już kolejnej zimy i następnej wiosny, ale nareszcie będę z moim szczęściem w jednym miejscu na wieki.
Podszedłem prawie do krawędzi dachu i spojrzałem w dół na ulicę pełną samochodów rozmiarów mrówek.
Przeszedł mnie dreszcz. Jest trochę wysoko, ale dla miłości zrobię wszystko.
-Boże, to moja pierwsza i ostatnia tak jakby modlitwa... Najpierw chcę przeprosić za to, ze nie za bardzo w ciebie wierzyłem i chcę prosić aby moi przyjaciele nie tęsknili tak bardzo, żeby przyszłość im się pomyślnie ułożyła.. ;. i ostatnia rzecz... proszę pomóż mi dotrzeć do mojej miłości.- wyszeptałem znowu czując wypływające z moich oczu łzy.
Zrobiłem jeden krok.Jeszcze jeden i już będziemy razem Skarbie...

                                                                       CDN

Mam nadzieję, że się podoba. Jakoś mi się to łatwo pisało.. xD / Tori

wtorek, 28 sierpnia 2012

"Jogging" 2 (musze zmienic ten tytuł xD)

A więc teraz kolejna dawka moich nocnych schiz ^^
Przepraszam za takie opóźnienie :/ ~/ Tori ♥
PS zostawiajcie mi linki do swoich blogów  tak jak Amidamaru ^^ bardzo się przydadzą bo nie mam co czytać TT


Dotarliśmy pod mój dom gdzieś koło 17 , a jeszcze żaden z nas obiadu nie jadł, więc zaproponowałem obiad w knajpce obok jako podziękowanie za pomoc, na swój koszt. Ruki zgodził się na propozycję zjedzenia obiadu w knajpie, ale za żadne skarby świata nie chciał się zgodzić na to żebym to ja za niego zapłacił. Zacząłem się z nim wykłócać, ale młodszy był nieugięty i dałem sobie spokój, jednakże postanowiłem, że i tak zapłacę z jego wiedza czy też bez niej.
-No to co bierzemy?- zapytałem Rukiego kiedy kelnerka już do nas podeszła. Takanori po dłuższym zastanowieniu się w końcu powiedział :
- Ja tam zjem sobie kurczaka, a do tego po proszę colę.
Kelnerka zapisała zamówienie w notesie .
-Oczywiście, a pan?- zwróciła się do mnie
- Ja proszę to samo tylko zamiast coli to chcę sok jabłkowy.- posłałem jej jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów. Dziewczyna się zarumieniła i odeszła mówiąc "Tak, proszę pana."
- Ej, nie podrywaj tak tej kelnerki. Za młoda jak dla ciebie.- odezwał się Ruki, który wcześniej przyglądał się scenie w milczeniu.
Skrzywiłem się.
- Na oko ze 25 lat ma więc nie taka znowu młoda.
-Co nie zmienia faktu, ze wciąż jesteś dla niej za stary.
Widząc moją minę Ruki roześmiał się zwracając tym samym na siebie uwagę osób znajdujących się w lokalu. JA także się uśmiechnąłem.
Lubiłem jego śmiech. Znacznie bardziej wolę słyszeć jak się śmieje niż widzieć jego łzy.
- A może tak ją zapytamy o zdanie? - zażartowałem, a wokalista uśmiechnął się szeroko i pokiwał energicznie głową. - Ty chyba nie chcesz serio się jej pytać?
-Owszem, chcę.- Uśmiechnął się wrednie.
- A po co ci to wiedzieć? nawet jeśli nie ma nic przeciwko byciu ze mną to ja przecież na wet jeden raz bym się z nią nie spotkał.
Takanori oparł głowę na dłoniach i pochylił się do przodu.
- A dlaczego nie? - Spytał z całkiem poważną miną lecz wciąż na jego twarzy gościł delikatny uśmiech.- Jest młoda, ładna, zapewne dobra w łóżku więc podczas seksu byś się nie nudził... Czego można chcieć więcej ?
Zawachałem się na chwilę. W sumie nie wiem co mi w niej nie pasowało.
Czułem, ze ona nie jest dla mnie, ze znajdę kogoś innego, lepszego. Kogoś, kogo pokocham i kto pokocha mnie całym sercem, tylko muszę cierpliwie czekać na szczęście, którym na pewno nie była brunetka, która przyjęła nasze zamówienie.
-Nie jest w moim typie.
Wokalista pokiwał głową.
-Czyli tak jak Reita wolisz blondynki?
Pokręciłem przecząco głową.
-Nie chodzi o kolor włosów, czy oczu.
-No więc o co? - dopytywał się młodszy.
- Po prostu ... Po prostu czuję, że nie ułożył bym sobie z nią życia, nie dogadalibyśmy się.- spuściłem wzrok i zacząłem nagle z wielkim zainteresowaniem przyglądać się swoim dłoniom.
-Nawet nie spróbujesz?
-Jestem pewny co do tego, że ona nie jest osobą, w której chcę się zakochać.-spojrzałem prosto w jego brązowe oczy. Pierwszy raz od dawna nie założył soczewek i o wiele bardziej podobały mi się jego oczy bez tych kolorowych szkieł.
-Rozumiem- odwrócił wzrok- Idzie.
I w tym momencie "młoda" kelnerka przyniosła nasze zamówienie. Automatycznie podziękowałem nie zaszczycając jej ani jednym spojrzeniem. Cały czas patrzyłem na wokalistę . Nie wiem czemu. Może dlatego , że patrzyłem przed siebie, a on siedział naprzeciw mnie lub dlatego, bo po prostu lubię jego widok.
Wciąż mu się przyglądając uśmiechnąłem się szeroko.
Ruki zajęty był swoim kurczakiem i jakby wyczuwając na sobie moje spojrzenie przerwał jedzenie i spojrzał na mnie nic nie rozumiejącym spojrzeniem.
- Z czego się cieszysz?- wymamrotał z pełnymi ustami, a ja roześmiałem się podobnie jak wcześniej Ruki.
- Właśnie sobie uświadomiłem jaki to zaszczyt mnie spotkał.- stwierdziłem.
Matsumoto przełknął kurczaka.
- To znaczy?
- wiesz ile fanek chciałoby być na moim miejscu? Widzieć jak jesz i jak uświniłeś się sosem?
Teraz i wokalista wybuchnął śmiechem. Sięgnąłem po serwetkę i wytarłem jego usta, a on pokręcił głową zapewne ubolewając nad moją głupotą i dziwnym poczuciem humoru.
jedliśmy nie odmawiając sobie durnych żartów.
gdy już skończyliśmy pierwszy posiłek od jakichś 12 godzin wstałem z miejsca i ruszyłem w stronę kasy, którą obsługiwała teraz kobieta, o której wraz z Rukim rozmawialiśmy.
Westchnąłem w duchu.
- Uru, gdzie idziesz? - zawołał za mną Takanori
- Zaraz wrócę.
Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie, odpowiedziałem wymuszonym uśmiechem.
- w czym mogę pomóc?- zaćwiergotała wysokim głosikiem.
- Chciałbym zapłacić. Ile?
- Ach.. Em.. 2500 jenów (od aut.mam nadzieję, że nie pomyliłam się w zerach)
Dałem kobiecie należną kwotę i wróciłem do wokalisty, który patrzył na mnie jakbym otruł cała jego rodzinę truskawkami.
- Co jest?- spytałem ostrożnie siadając na swoim miejscu.
- Miałeś za mnie nie płacić ! - warknął po czym zdjął swój płaszcz z krzesła i podążył do wyjścia. Kiedy już otwierał drzwi wziąłem swoją kurtkę i pobiegłem w kierunku młodszego.
- Ruki!- krzyknąłem za nim - No, nie obrażaj się
Kiedy go dogoniłem złapałem go za rękę zmuszając do go zatrzymania się.
- Lekceważysz moje słowa, więc nie dziw się, że ja zlekceważę twoje.- próbował się wyrwać z mojego uścisku, ale niestety byłem silniejszy.
- Nie lekceważę twoich słów. Chciałem się tylko odwdzięczyć za pomoc. Już dwa razy mnie dzisiaj woziłeś więc chciałem ci podziękować.
- Jesteś moim przyjacielem. To oczywiste, ze bym ci pomógł. Gdybym ja miał ci się tak odwdzięczać za każdym razem kiedy mi pomożesz to bym zbankrutował, więc i ty masz zakaz robienia tego. Następnym razem jak będziesz chciał podziękować to jest takie jedno małe, krótkie, proste, miłe słowo "dziękuję", które na pewno starczy.
Podniosłem ręce w geście mówiącym "nie strzelać"
- Dobrze, przepraszam. Już więcej tego nie zrobię.
- Mam nadzieję.- na jego twarz znów wpłynął uśmiech. Ten uśmiech wyrażał jego zadowolenie gdyż znów postawił na swoim. Wredny kurdupelek ...
 W pewnym momencie do głowy wpadł mi pomysł.
- Idziemy do mnie pograć na konsoli?
- Wiesz, robi się już wieczór ...
- Prooooooooooszę !!!-zaśpiewałem
- Dobra, niech ci będzie! Tylko nie rób tego więcej.



Chciałam jeszcze tylko powiadomić, że w roku szkolnym będę rzadziej dodawała wpisy, ale nie zamierzam przestać tego robić, więc nie obawiajcie się... jeszcze was pomęczę :D / Tori

czwartek, 23 sierpnia 2012

Hej :D

Muszę się wam pochwalić , że dziś w nocy skończyłam  to opowiadanie zaczynające się od Joggingu... btw. najprawdopodobniej zmienię ten tytuł bo coś mi nie pasuje do reszty.. :/ no to tyle :3 / Tori
Wstawie coś jak będzie mi się chciało (szczere xD) Możliwe, ze dziś po południu, ale nie obiecuje ^^

środa, 22 sierpnia 2012

"Jogging" 1

Hej Robaczki! Dziś dam wam opowiadanko, które zaczęłam pisać dziś w nocy. To miał być oneshot, ale chyba nie wyjdzie >.< Mam nadzieję, że wam się spodoba. Mój ulubiony parring ^^ / Tori ♥


Był ładny, wiosenny poranek, idealny czas na jogging. Postanowiłem tym razem nie biec przez park tradycyjną drogą, tylko skręcić tak, aby przebiec obok jeziora w odległej części parku. W taką pogodę jezioro i drzewa dookoła wyglądają tak pięknie.
Założyłem słuchawki na uszy, w których rozbrzmiewała cudowna muzyka Luna sea* i zacząłem bieg.
Po drodze obserwowałem okolice, jak zawsze. Wschodzące słońce, chłód, rosa na trawie, wykluwające się z pączków kwiaty... Dla takiego widoku warto żyć.
Nigdy nie liczyłem ile czasu zajmowało mi bieganie, ale w między czasie przesłuchałem jakieś cztery piosenki, więc szacuję, że zajęło mi to około 20 minut.
Jak już mówiłem, ten widok jest piękny. Postanowiłem zatrzymać się na chwilę i chociaż przez ten jeden krótki moment nacieszyć się widokiem jeziora, w którym odbija się pomarańczowa światło słońca.
Gdyby taki widok mógłby być zawsze...
Przypomina mi to dzieciństwo, kiedy przychodziłem tu wcześnie rano, zanim jeszcze słońce wstało, by podziwiać jak się budzi. robię też aż do teraz, chociaż rzadko mi się chce i nie zawsze jest na to czas. Wcześniej nie miałem tyle na głowie, zanim powstało Gazetto zasypiałem normalnie i budziłem się o świcie lub nawet przed świtem, a teraz zasypiam o kosmicznych porach, śpię do późna i Reita musi mnie budzić lub w ogóle nie śpię. A tak bardzo chciałbym móc oglądać ten obraz codziennie. mógłbym go sobie nawet namalować i powiesić na ścianie byleby tylko co rano widząc go uśmiechać się.
Drzewa, tafla wody, a przy brzegu opierając się o drzewo siedzi mężczyzna.
Zaintrygował mnie ten widok, nigdy o tej porze nie widziałem tu nikogo. Mało osób wiedziało o tym miejscu, ja sam nie podzieliłem się wiedzą o jego istnieniu z nikim, nawet z Akirą. To było moje małe miejsce do ucieczki. Ucieczki od tego zepsutego świata. Czy aż tak dawno mnie tu nie było i coś się zmieniło?
Możliwe...
A co zaciekawiło mnie bardziej to iż widziałem mężczyznę od tyłu to jego wygląd i postawa były mi znajome.
Przybliżyłem się, przyjrzałem i stwierdziłem, że się nie mylę.
Zdjąłem słuchawki z uszu. I podszedłem do chłopaka.
-Ruki.
chłopak nie zareagował więc ponowiłem próbę zwrócenia na siebie jego uwagi.
-Ruki co ty tu robisz?
Takanori podskoczył jakby wystraszony, ale gdy zobaczył kto go zaczepił od razu się zrelaksował.
- O, dzień dobry Uru. - Chłopak uśmiechnął się serdecznie i powrócił wzrokiem do jeziora, w którym pływała rodzina kaczek.- Gdybym był Reitą zapewne powiedziałbym, ze masz ładną, liczną rodzinkę- zaśmiał się krótko na co odpowiedziałem tym samym.
- Po czym on wylądowałby w wodzie. - Teraz zaśmialiśmy się trochę głośniej wciąż nie przerywając jednak wciąż nie przeszkadzać ciszy, w której słychać było odgłosy zwierzątek żyjących w parku. - A więc co tu robisz sam o tak wczesnej porze?
Wokalista wzruszył lekko ramionami.
-Musiałem odetchnąć i pomysleć, nie mogłem dłużej kisić się w pokoju. Potrzebowałem wytchnienia.
Przysiadłem się do przyjaciela podążając za jego spojrzeniem wciąż wpatrującym sięw prywatne życie kaczek.
-Rozumiem. Właśnie dlatego biegam.
Ruki oderwał spojrzenie od jeziora i spojrzał na mnie kładąc głowę na rękach oplatających jego kolana.
-to ty umiesz tak wcześnie wstać? Przecież zawsze to Rei i Kai cię wyciągają z łóżka.
-Owszem umiem. Jestem człowiekiem. Kładąc się spać o 4 nad ranem to oczywiste, że wstanę w późniejszych godzinach. Lubię rano pobiegać, pomyśleć i jak to ująłeś odetchnąć. to moje małe miejsce mój kącik, tajemnica.- rozejrzałem się wokół i znów spojrzałem na Matsumoto. - Jak znalazłeś to miejsce ?
chłopak znów wzruszył ramionami.
- Po prostu szedłem. nawet nie wiem jaką drogą, to tak jakby coś mną kierowało. Jakbym musiał tu przyjść prędzej czy później. - Ruki wskazał palcem na drzewa za nami.- Tam dalej pochowałem Sabu-chana.
Spojrzałem w tamtym kierunku.
-Sam go pochowałeś? Czemu nic nie powiedziałeś? Pomoglibyśmy ci i już nawet nie mówię o samym pochowaniu psa tylko o udźwignięci tego psychicznie.
kolejne wzruszenie ramion
- Z jednej strony chciałem wa prosić, abyście byli tu ze mną, ale z drugiej, tej silniejszej czułem, że muszę zrobić to sam . Pożegnać się z nim na osobności i ostatni raz powiedzieć "Kocham cię piesku" tak aby to dotarło tylko do jego uszek nawet jeśli tego nie słyszał... - Po jego policzkach zaczęły płynąć pojedyncze łzy. Widząc to przytuliłem go do siebie, a on zaczął płakać mocniej. Pozwoliłem mu się wypłakać w swój tors i czekałem, aż w końcu trochę się uspokoi. Żal mi było Rukiego.Ten pies był dla niego najważniejszy, a zdechł dopiero jakiś miesiąc temu.
Głaskałem go po plecach, anie nie mówiłem , ze wszystko będzie dobrze. Nie miałem zamiaru kłamać. To głupie gadanie by nic nie dało.
kiedy jego szlochy już nieco się uspokoiły dalej go głaskałem.
- Ruki... Będzie trudno, ale będziesz musiał nauczyć się żyć bez niego. Musisz zakończyć pewien etap i iść dalej. Nie mówię, że masz zapomnieć o Sabu-chanie, ale żeby pogodzić się z jego odejściem i otworzyć się na przyjaciół. A jeśli będzie potrzeba to możesz na mnie liczyć, tylko przyjdź do mnie, ze wszystkim.
Wokalista oderwał się już ode mnie i wytarł twarz w chusteczkę, którą mu podałem
-Dziękuję. Na pewno będę pamiętać. - uśmiechnął się słabo.

                                                                 ***
- Ruki jest już 12 może tak chodźmy , bo praca czeka...
-Ech .. No , kiedyś trzeba iść. Niestety. Miło było. Fajnie, że się spotkaliśmy.- chłopak znów się do mnie uśmiechnął.
-Tak, fajnie. To teraz muszę iść do domu po samochód. Idziesz ze mną?
- Ale ja mam auto, możesz się zabrać ze mną, jeśli chcesz.
-Jasne.
Przez drogę do studia rozmawialiśmy i śmialiśmy się jak zwykle, jakby w ogóle nie było rozmowy sprzed pół godziny.
W studio byliśmy najwcześniej,a niedługo później dołączył do nas Kai, który na mój widok gwałtownie przystanął i złapał się futryny, gdyż o mało się nie przewrócił.
- Witaj Kai. Jak tam zdrówko?- przywitałem go z uśmiechem
- Hej, liderze! Nie dziw się tak, bo większe cuda się zdarzają. -powiedział Takanori także śmiejąc się z reakcji perkusisty.
-Serio? Podaj chociaż jeden większy cud od tego- pokazał na mnie.
- Dziękuję ... ale nie mów tak często, bo się rumienię. - zaśmiałem się i usiadłem na krześle
Ruki już otwierał usta, żeby mu odpowiedzieć kiedy od wejścia usłyszeli głos Suzukiego.
-O Boże! Ty widzisz i nie grzmisz!
-Kolejny...- lekko zirytowałem się, że biorą mnie za osobę, która cały dzień by spędziła w łóżku z butelką wódki przytulaną do policzka.
- No więc czekam.- ponaglał wokalistę Tanabe.
Ruki ponowił próbę odezwania się, ale teraz zjawił się Aoi, który zareagował podobnie do reszty.
- O matko!
Jeszcze bardziej się zirytowałem.
- Do jasnej cholery! Ogarnijcie się.
- Cicho siedź. - zwrócił się do mnie Kai po czym znowu zaczął napastować najmłodszego.- No teraz mów.
-Aaa......... Może ty powiedz, Reita.
Yutaka uśmiechnął się szeroko.
- A no widzisz.
Reszta dnia przebiegła normalni, jeśli można uznać dzień spędzony z the GazettE "normalnym". Próba poszła sprawnie, przez co zostaliśmy wcześniej zwolnieni do domów.
Zastanawiało mnie tylko jak ja wrócę do domu?
Właśnie minął mnie Ruki.
- Taka-chan mógłbyś mnie podwieźć do domu?
Ruki uśmiechnął się.
-Jasne

Mam nadzieję, że pierwsza część się podobała i że chcecie więcej tego kulawego opka xD Pozdrowionka / ~Tori ♥
* Luna sea to zespół, który ich inspirował,a tak swoją drogą to słuchałam ich i są całkiem dobrzy ^^

niedziela, 19 sierpnia 2012

Hej, robaczki !!! :D

No więc Skarby wy moje. Moja wena nawiedza mnie po nocach więc mam co robić, kiedy nie śpię po nocach to piszę. ^^ Ten oneshot to wynik właśnie mojej bezsenności. Mam jeszcze 1 oneshota ale z SHINee (Był dla Ookami) do tego jeszcze oneshot [Rukai? xD Ruki x Kai]. Naszło mnie też i zaczęłam znów pisać Yaoi the GazettE, którego nazwę zmieniłam na "Życie z the GazettE" (moje cudownie inteligentne tytuły >.<). Oneshot, który zapewne będzie w 2 partach parring: Uruha x Reita (wiem, że grzeszę bo są oni przyjaciółmi, no ale taki po prostu pomysł mi wpadł i musiałam napisać.), mam jeszcze nie skończone Kai x Uruha, lecz nie wiem czy będzie ono oneshotem tylko w 2-3 partach, czy będzie rozdziałowe.No i oczywiście ta nieszczęsna "Tajemnica" , która na pewno jest rozdziałowa  jednakże jeszcze nie odzyskałam następnych 3 części -.-. Po za tym chciałam uprzedzić, ze nie za bardzo będę się dobrze czuła pisząc te opowiadania od kiedy się dowiedziałam, że jakieś powalone fanki yaoistki wysłały Aoiowi yaoi z jego i Uruhy udziałem i później on publicznie prosił aby nie pisać takich rzeczy i nie parować go z jego przyjaciółmi. Ja rozumiem, że może się lubić niektóre parringi i być napoloną/ym yaoistą/tką , ale żeby być aż tak powalonym żeby zrobić coś takiego... W pewnym momencie myślałam o tym, żeby zawiesić działalność bloga ze względu na to, ze jego treści są fanfikami o związkach chłopaków z the GazettE, ale stwierdziłam, ze póki nie wysyłam im opowiadań to można je pisać :) I proszę was, żebyście takich głupot nie robili. Z góry dziękuję ♥ / Tori

oneshot [Reituki] (Moje tytuły xDDDD)

Opowiadanko dedykuję Misaki i jej bratu Aki (Taak .. a jedno i drugie to laski xD) Mam nadzieję, że nie zanudzicie się na śmierć. To jest opowiadanie z tych, których nienawidzę! No, ale ... sami się przekonajcie./ Tori


[Reita]

"Silly god disco". Kiedy tylko zacząłem grać wszystkie kobiety obecne na widowni zaczęły piszczeć z zachwytu.
Uśmiechnąłem się pod nosem po czym spojrzałem na Rukiego, a w tym samym momencie on spojrzał na mnie. Uśmiechnął się, mrugnął jednym okiem i powrócił wzrokiem do publiczności. piosenka trwała, Ruki śpiewał i poruszał się w rytm piosenki. Mógłbym na to patrzeć bez przerwy gdyby nie to, ze przez to gapienie się pomyliłem chwyty. Na szczęście nikt tego nie słyszał, w końcu jestem bassem. No prawie nikt nie słyszał... wszyscy oprócz Gazetto, ale graliśmy dalej jak gdyby nigdy nic.
Nadeszła solówka Uruhy i myślałem, że mnie coś trafi.
Znowu odgrywał ten durny fanservis z Rukim. Gdyby nie to, że byliśmy w trakcie koncertu i jest moim przyjacielem to już dawno oberwał by moim bassem.

                                                                      ***

Po koncercie siedziałem w garderobie przed lustrem patrząc ze złością w swoje odbicie. Zazdrość pochłonęła mnie w całości. Ile mógłbym oddać aby dotknąć TAK Takanoriego choćby po prostu dla fanservisu ...
Nawet nie zauważyłem kiedy podszedł do mnie Kai i nie zauważałbym jeszcze długo gdyby nie dotknął mojego ramienia, co odwróciło moją uwagę od lustra.
Kai miał zatroskaną minę.
- Reita co z tobą?
-Nic.
Nie miałem ochoty z nim gadać. Nie miałem ochoty gadać z kimkolwiek. Wszystkiego mi się odechciewało, kiedy wiedziałem, że moje marzenia o wokaliście mogą spełnić się jedynie w snach, ale zaraz bardziej się na siebie zezłościłem. To, że jestem totalnym durniem, bo nie umiem poradzić sobie z uczuciami nie upoważnia mnie do wyżywania się na perkusiście, on chce tylko pomóc.
- Przepraszam. - odezwałem się spokojniej, ze skruchą.
Kai poklepał mnie po ramieniu.
- Wybaczę jeśli powiesz mi co się stało.
- Ale wszystko jest w jak najlepszym porządku.- Aby to udowodnić zdobyłem się na fałszywy uśmiech.
- Wkręcać to my a nie nas, no nie? przecież widzę.Mów. Wujek Tanabe wysłucha.
Mogłem dalej próbować mu wmówić, ze nic mi nie jest, ale niestety to mój przyjaciel, który swoimi żartami wkurza mnie niemiłosiernie, tak jak ja jego, ale go nie oszukam.
- Ech ... Ale jeśli się dowiem, ze chociaż na milimetr otworzyłeś usta, to sam własnoręcznie wyrwę ci język z gęby.
- Łohoho ... Czyli coś poważnego. nie no jasne, przecież możesz mi ufać.
Patrzyłem jeszcze chwilę na niego podejrzliwie.
- No dobra. Powiedzmy, ze ci wierzę... Chodzi o Rukiego.
Kai wyraźnie czekał na ciąg dalszy mojej wypowiedzi, ale kiedy to nie nastąpiło odezwał się.
-No i co z nim?
- ...
- Reita.
- Ja się chyba zakochałem. - jęknąłem zawstydzony i przetarłem twarz dłońmi.
- Acham. on o tym wie? - Tanabe nie wykazał żadnych emocji, bo wiedział, że to by tylko mnie zdenerwowało i za to go wielbię.
-No właśnie chodzi o to, ze .. nie.
- Chcesz dobrej rady od wujaszka?
Westchnąłem
- No wal.
- Powiedz mu.
Patrzyłem na niego jak na idiotę.
- A ty wiesz, że to całkiem dobry pomysł? normalnie aż się dziwię, ze sam na to nie wpadłem. Przecież to takie proste... Nie.
-Suzuki . To wcale nie jest trudne. Dwa słowa: Kocham cię. I tyle. Uwierz mi, że to zadziała.
W tym momencie podszedł do nas Ruki. Modliłem się aby nie usłyszał naszej rozmowy...

[Ruki]

Akira siedział wraz z Tanabe przed lustrem. Gadali o czymś i w pewnym momencie zauważyłem w odbiciu Reity, ze wymawia moje imię. Zaciekawiło mnie to więc poszedłem do nich.
- ...Kocham cię. I tyle. Uwierz mi, ze to zadziała.- powiedział Kai.
- Kto kogo kocha? - zapytałem ciekawy o kim rozmawiają perkusja i bass.
- Nie ważne. Problem już rozwiązany. No to ja lecę.- Kai wstał i poszedł, zostałem z Reitą sam na sam.
Od jakiegoś czasu wyglądał jakby go walec przejechał, a zachowywał się jak kobieta w ciąży. Raz jest cały w skowronkach by za chwilę stać się Lord of darkness.
- Ue-chan, czemu jesteś nie w sosie ?
- Co ? Jakim sosie? - wyglądał jakby się czymś przejmował co utwierdziło mnie w przekonaniu, że coś musiało się stać. Tylko co się stało mojemu Akirze?
- Pomidorowym. Ostatnio nie jesteś sobą, czemu?
- Nie ważne. - warknął starszy blondyn.
-Dla mnie owszem.!!! - krzyknąłem po czym rozejrzałem się dookoła, ale w pomieszczeniu byliśmy sami.
Reita wyglądał jakby się bił sam ze sobą w myślach. W końcu wstał, podszedł do mnei i wpił się w moje usta. Pocałunek był krótki lecz... przyjemny.
- Kocham cię. - powiedział nie patrząc mi w oczy
Uśmiechnąłem się jakbym wygrał na loterii. No cóż... Czułem się jakby faktycznie tak się stało, albo i lepiej.
Akira jest zakochany we mnie! Chyba umrę ze szczęścia.

[Reita]

Kiedy nie doczekałem się odpowiedzi nawet nie spojrzałem na jego twarz. Nie chciałem na niej zobaczyć obrzydzenia więc po prostu wyminąłem go i skierowałem się do wyjścia. Już otwierałem drzwi kiedy poczułem dłoń zaciskającą się na moim nadgarstku.
Zdziwiony spojrzałem na Rukiego, który ze łzami w oczach i uśmiecham na twarzy wyszeptał:
- Też cię kocham.
Te trzy słowa zatrzęsły moim światem.
Młodszy stanął na palcach by sięgnąć moich ust, a kiedy nasze wargi sie spotkały czułem, ze nic i nikt nie zakłóci mojego szczęścia.
Takanori nieśmiało wsunął język do moich ust. Całowaliśmy się długo ciesząc się swoją wzajemną miłością i w tym momencie mój przyjaciel z dzieciństwa był gatunkiem zagrożonym. Niech żałuje, że nie ma dzieci i zostanie po nim tylko kawałek betonu z imieniem i datą śmierci.
- Tak! Nareszcie. - wykrzyknął gitarzysta, kiedy zobaczył mnie i Rukiego.
Oderwaliśmy się od siebie, a ja spojrzałem na niego ze złością, ale zaraz później dotarło do mnie co powiedział.
- Jak to "nareszcie"?
Uruha w odpowiedzi tylko się roześmiał.
- Przyjaźnimy się jakieś 15 lat i tym myślisz, że nie wiem, że bujasz się w nim? - wskazał palcem na Rukiego, a mi mowę odjęło.
Uru jednak myśli... Nie, on udaje. Na pewno.
- To czemu nic nie mówiłeś?
- A po co? Poradziłeś sobie jakoś bez tego, a poza tym gdybyś chciał, żebym wiedział to sam byś mi powiedział.
- No nic. Teraz już wiemy.- powiedział mój anioł i znów mnie pocałował.
Czułem, że w najbliższej przyszłości będzie dobrze. może nie idealnie, ale przeżyjemy, jeśli tylko będziemy trzymać się naszej długo ukrywanej miłości.
-Powiedzieć wam coś jeszcze? - odezwał się Uruha - Jak na was patrze to rzygać mi się chce.
Z bólem serca znów odsunąłem się od ust wokalisty, chwyciłem wazon stojący na stoliku obok i rzuciłem go w miejsce, gdzie przed chwilą stał mój przyjaciel. Wazon roztrzaskał się o ścianę.
- Szlag, pudło.
Z korytarza usłyszałem głos szatyna.
- Zapamiętam to sobie Suzuki!
Roześmiałem się i wróciłem do całowania mojego ideału ze zgrabnym tyłeczkiem.

Nie będę was zmuszać znów do komentowania, aczkolwiek chciałam zauważyć, że komentarze w jakiś sposób podnoszą na duchu i nie ma się wrażenia, że pisze się dla siebie i że to co się napisze jest denne. No to tylko tyle chciałam napisać. Jak jeszcze żyjecie to dobrze ;) / Tori

czwartek, 9 sierpnia 2012

Uwaga!!!

Chciałam powiedzieć tylko, że notek już więcej nie będzie. Już moja cierpliwość się skończyła. Jak ktoś się upiera to może mnie zabić. Kto co chce. No więc ..... Żegnam się z wami i mam nadzieje że wasza jazda na Gazeciaków nie minie. Pa pa :*** ♥/ ~Tori ♥ No więc ludu mój drogi to był żarcik, tak żeby zobaczyć reakcje i się pośmiać ^^

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Fukushū part 1

No więc .. kolejna opisóweczka... !!! Tak, beznadziejnie mi wychodzą .. ale przyzwyczajcie się że Ini będzie. Na szczęście ona umie pisać. :D O paringu dowiecie się jak przeczytacie.
I nareszcie to nie ja zaczynam !! /~Tori ♥

Tori - Uruha - czerwony
Ini - Aoi - pomarańczowy
Ini - Ruki - niebieski.


Koncert jak zwykle był udany. Co prawda trwał aż 4 godziny, ale i ja i Uruha nadal byliśmy naładowani energią i adrenaliną, zresztą tak jak reszta zespołu. Kai natychmiast po zmyciu makijażu, prysznicu i po jakimś posiłku pojechał do domu (albo do Miyaviego), a Reita poszedł na spotkanie z fanami (jako jedyny miał ochotę). Zaś Ruki zniknął nam z oczu i zajął łazienkę. Po zmyciu makijażu usiadłem w garderobie na podłużnej ławce i odetchnąłem z ulgą.

Byłem cały spocony i zmęczony. Po drodze do garderoby zdjąłem z siebie prawie wszystko. Chciałem jak jak najszybciej przebrać się i wrócić do domu żeby wziąć długa, relaksującą kompiel. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka, a tam siedział Aoi już przebrany. Był ubrany w jakiś dres. W sumie nie zwracałem uwagi na to w co jest ubrany a bardziej na to jak to szybko z niego zdjąć. Potrzedłem bliżej i stanąłem naprzeciw niego.
- Coś do jedzenia? Picia? Może seks?

Podniosłem wzrok na Uruhe. On zawsze takimi tekstami rzucał tuż przed stosunkiem. Nie bylismy parą, ale zazwyczaj jak mieliśmy iść z kimś do łóżka, to tylko ze sobą. Tacy przyjaciele... Nie chceiliśmy się po prostu w nic poważnego ładować.
- Zależy. Bo nie pogardziłbym żadnym. Ale... - Wstałem i włorzyłem mu rękę w bokserki od razu zaczynając go nakręcać.
- Masz małego. Mówiłem Ci to kiedyś? - Powiedziałem, żeby go sprowokować i przywołałem na twarz serdeczny uśmiech.

Zirytowałem się odrobinkę. I powtórzyłem jego gest.
- Nie... A mówiłem ci kiedyś że masz mniejszego i słabo ci staje?
Cały czas go onanizując sięgnąłem jego ust. Pocałowałem go po czym brutalnie wepchnąłem go do składzika na mopy i miotły.

- oooo... Za takie teksty to se możesz rolkę papieru poruchać! - W składziku oparłem sie o ścianę i spojrzałem na niego spodełba.

Złapałem go jedną ręką za nadgarstki i przyparłem je nad jego głową do ściany za nim. Drugą dłonią boleśnie ścisnąłem jego przyrodzenie.
- Rolkę papieru co najwyżej mogę ci w dupe wsadzić.
Przejechałem językiem od jego podbródka do obojczyka.- Ale teraz wole ci wsadzić coś innego.- oblizałem się wulgarnie.

Zagryzłem wargę. - Uruha, łapa precz... - Bez mojej kontroli, na moich policzkach pojawiły się widoczne jak skurwysyn rumieńce. Nawet nie myślałem o wyrwaniu się. Jezu... Co on by mi zrobił, jakby złapał... Zamknąłem oczy i odwróciłem głowę w bok.

-Aoiś nie bądź taki nieśmiały... - złapałem go za podbródek i odwracając jego głowę w swoją stronę wbiłem mu paznokcie w policzki. - Patrz na mnie. Jesteś moją dziwką. Masz na mnie patrzeć!!!
Znów zacząłem go onanizować tylko tym razem o wiele mocniej tak aby sprawiało mu to więcej bólu niż przyjemności.
- No to teraz powiedz Aoiś- zacząłem nie zaprzestając działań- Kogo własnością jesteś?

- Spierdalaj... - Spojrzałem mu prosto w oczy. - Zabierz łapę... Bo ci ją odrąbię... - Wydałem cichy jęk, raczej nie symbolizujący przyjemność. - Nie jestem Twoją dziwką!

Aoi dostał kopa w krocze. Dalej go trzymałem za dłonie.
- Jeszcze raz... Czyją dziwką jesteś?!

Pisnąłem i spojrzałem na Uruhe, czując jak ból wyciska mi łzy z oczu. - A Ciebie co kurwa... na sado-maso naszło...?! - Szarpnąłem się. - Nie jestem niczyj! A już na pewno, nie jestem dziwką! A tym bardziej nie jestem TWOJĄ DZIWKĄ!

Puściłem jego nadgarstki, dosłownie rozerwałem jego bluzkę po czym uklęknąłem i zdjąłem z niego dolną część i zacząłem namiętnie robić mu loda. Co na chwile przerwałem i spojrzałem w jego zamglone oczy.
- Kurwa jesteś moją dziwką i masz mi to teraz wykrzyczeć i błagać żebym cię rżnął!!!

Skoro juz mowa o sado-maso... Mimo że dopiero co mi obciągał, kopnąłem go (delikatnie, bo przecież nie chcemy mu krzywdy zrobić >.>), tak żeby wylądował na podłodze na plecach. Usiadłem mu okrakiem na biodrach i naparłem cała górna partia ciała za pomocą dłoni na jego ramiona, żeby mnie nie zrzucił. - Możesz pomarzyć, ze kiedyś w dalekiej przyszłości tak powiem, skarbie.

No cóż... plan Aoisia miał jedną wadę - wciąż miałem ręce wolne dzięki czemu znów mogłem złapać za jego nadgarstki i przewrócić go tak aby to on był na dole.
- Mówiłem, że należysz do mnie.
Znów go pocałowałem lecz tym razem delikatniej. Nie chcę go skrzywdzić aż tak. Nie chcę żeby później mnie nienawidził. To ma być tylko seks. Przyjacielski seks, ale nie moge odmówić sobie brutalności jeśli nie jest mi posłuszny. Podniosłem go za biodra i wszedłem w niego bez przygotowania. Dawno nie uprawialiśmy seksu więc był tak przyjemnie ciasny.
- No powiedz w końcu, że jesteś moją dziwką.

Wydałem cichy okrzyk, jako odpowiedź na jego posunięcie. - Nie jestem...! - Mimo całej sytuacji uśmiechnąłem sie perfidnie. - I tak, dalje masz małego....

- A to dziwne... Niby mówisz, że mam małego ale jak już mam cię pierdolić to drzesz się jak opentany.
Od razu zacząłem od dzikich i chaotycznych ruchów. Po co bawić się w delikatność skoro dupa i tak i tak będzie go bolała ?
- Jesteś kurwa ... moją... pierdoloną... dziwką!!! - wydarłem się na cały głos.

Zgodnie z jego określeniem "darłem sie jak opentany". Kiedy zacząłem odczuwać przyjemność, równie głośno wydawałem jęki rozkoszy, na przemian z wykrzykiwaniem jego imienia.

Kiedy znudzila mi sie pozycja w jakiej teraz bylismy przekreciłem go na brzuch, a kiedy on wypiął swój tyłeczek kontynuowałem ruchanko.

- Nie jestem Twoją dziwka.....!

- Na prawde?- przestałem go posuwać, szarpnąłem go za włosy przystawiając jego twarz do swojego krocza z wrednym uśmiechem.- Ssij tania dziwko!

Będąc tak poniżanym czułem się o dziwo jeszcze bardziej podniecony niż przy zwykłym seksie. Uruha poznał mój słaby punkt, pierdolony chuj jeden... Tak jak chciał. Zacząłem mu ssać.
W tym momencie drzwi od składziku zostały gwałtownie otworzone, a w nich rukie z kamerą i wrzaskiem " Ha mam was!!! "Po czym spierdolił razem z kamerą i najnormalniej w świecie zwiał.

Kiedy wokalista wpadł do schowka myślałem, że zawału dostanę. Aoi nie oderwał się nawet od robienia mi loda, w czym był po prostu boski. Chciałem wykrzyknąć "Ruki!" lecz tylko wyjęczałem jego imię bo akurat teraz doszedłem w ustach swojego kochanka.

Gdy skończyłem oderwałem się od swojego seme, najpierw połykając jego nasienie. - Jebany kurdupel... - Powiedziałem patrząc na uchylone drzwi. - Powiedz mi prosze, że to co trzymał w rękach to nie był aparat...

-Jak go dorwę to zaśpiewa tak jak jeszcze nigdy.-zajebię tego bachora. Tak jak zawsze go lubiłem to tak teraz niech lepiej zgłosi sie żeby podjął go program ochrony świadków. Wstałem, czego w tym momencie bardzo nie chciałem robić i pomogłem wstać Aoiowi po czym wyszedłem ze składzika z zamiarem ubrania się i zabicia Takanoriego i pozbawienia go zdjęcia.

Zaczeliśmy się oboje ubierać, co robiłem z grymasem na twarzy. Po chwili uśmiechnąłem się perwersyjnie do ukochanego. - Mogę dziś u Ciebie spać? - Spodziewałem się, że dokończymy tą ciekawą zabawę. Dziś i tak już nic nie zrobimy z Rukim

Wróciłem do domu z aparatem. Od razu wrzuciłem zdjęcia do swojego folderu i zacząłem je przeglądać. Właściwie wiele ich nie było, bo tylko trzy i oczywiście nagrałem te rozkoszne dźwięki wydobywające się z gardła Aoia...
Mają przejebane...

Aoi chciał dziś u mnie nocować. W normalnych okolicznościach od razu bym się zgodził, ale teraz myślałem o tym co ten knypek zrobi z tymi zdjęciami. Po co mu one? Chyba wolę nie wiedzieć. No cóż... pomimo tego że myślałem o czym zupełnie innym to moja natura nie dała za wygraną i przystałem na propozycję starszego gitarzysty.

Tej nocy oprócz tego, zę spędziłem ją z Uruhą (co już daje do myslenia) nie działo się nic dziwnego. Ranek tez przebiegł spokojnie. Wstałem spokojnie z łóżka około jedenastej, ubrałem swój szlafrok (właściewie to był szlafrok Uruhy, ale uwielbiałem mu go zabierać) zrobiłem sobie kawy, śniadanie i sprawdziłem na komórce czy nie dostałem żadnej wiadomości. W momencie gdy odblokowałem klawiature, to cały dzień poszedł się jebać. Sms od Ruksa. Treść : "Dzień dobry, gołąbku. Pozdrów Uruhe." Myślałem, że coś rozwale. Czytałem tą jakże długą wiadomość.

Wstałem w takim sobie humorze chociaż był bardzo ładny wiosenny dzień to miałem przeczucie ze najbliższe dni będą bardziej pojebane niż kiedykolwiek wcześniej. A to ze wzplędu na wokalistę naszego zespołu. Kiedy się obudziłem Aoia już w łóżku nie było. Domyśliłem sie że poszedł do kuchni, ja natomiast skierowałem sie do łazienki. Kiedy stałem pod prysznicem dziwne uczucie nie zniknęło. Chłodne stróżki wody wcale nie działały teraz na niego kojąco gdy jego umysł był pełem zmartwień. W końcu wyszedłem spod prysznica, wytarłem sie recznikiem i już miałem sięgnąć po szlafrok, ale go tam nie było. Uśmiechnąłem się pod nosem. Aoi. Przez chwilę myślałem żeby obwiązać sobie ręcznik wokół pasa lecz zrezygnowałem z tego gdyż stwierdziłem, że w ten sposób moje ciało bedzie się lepiej prezentowało. Skierowałem sie do kuchni gdzie siedział Aoi z komórką w dłoni.
- Co się stało?

Spojrzałem w stronę progu kuchni. A w nim stało bóstwo pod postacią nagiego Uruhy. Uśmiechnąłem się jeżdżąc spojrzeniem po jego ciele. Mimo to przypomniałem sobie o telefonie i pokazałem mu sms-a
-To się stało...

Zdziwiło mnie małe zainteresowanie czarnowłosego moją osobą, ale kiedy pokazał mi sms-a zrozumiałem jego zachowanie. To co chłodna woda we mnie wyleczyła wróciło. Spiąłem się jeszcze bardziej.
- Kurwa mać.

- Co teraz? - Spytałem załamany. - On nam żyć nie da!

-A co ja wróżka.? Nie wiem co teraz będzie ale cokolwiek będzie, nie będzie to przyjemne.- chwila ciszy. Spojrzałem na siebie- Mam iść się ubrać?

Wstałem do niego i wpiłem się w jego usta. Natychmiast zacząłem badać dłońmi jego nagie ciało. Byłem od niego uzależniony i na moje nieszczęście on o tym wiedział. Czego Ruki nie zrobi i tak będę ubóstwiał Uruhe.

Całą noc siedziałem przy fotoshopie przerabiając zdjęcia. Nad ranem zasnąłem i około 11 obudziłem się tylko po to, żeby wysłać sms-a do Aoia. Po tym już zasnąć nie mogłem. Za 3 dni znów całe The GazettE się widzi. Robimy naradę a propos dalszej działalności. Ja już chce się z nimi zobaczyć...

Całując się wróciliśmy do sypialni. Teraz byłem dla Aoia tak delikatny jak jeszcze nigdy. Całowałem go czule i namiętnie nie oczekując od niego niczego więcej lecz on miał chyba inne plany. Rozwiązałem szlafrok, który miał na sobie i skierowałem pocałunki niżej na szyję na której gdzie nie gdzie porobiłem malinki. Całowałem jego tors bawiąc się jego sutkami i podgryzając je. Zjeżdżałem coraz niżej, a moje usta skończyły wędrówkę na penisie Aoia. Pierwszy raz w życiu robię mu loda. Wcześniej tylko on to robił co wprost genialnie mu wychodziło jednak nigdy się nie odwdzięczyłem. Aż do teraz.

Wplotłem mu palce we włosy. Był tak cholernie delikatny. No nie jak Uruha! Ale to było przyjemne. Nagradzałem jego pieszczoty głośnymi jękami. Boże! Jak mi było dobrze! Pierwszy raz doszedłem w jego ustach. Przez głowę przemknęła mi myśl o tym czy wypluje spermę, czy się zakrztusi, lub połknie. W końcu ja zawsze połykałem!

Połknąłem spermę Aoia, spojrzałem mu w oczy i uśmiechnąłem się do niego po czym znów go pocałowałem. Nasze gorące języki stykające się w namiętnym pocałunku... czy mówiłem już jak on cudownie całuje? Co ja bym bez niego zrobił? Jeśli Ruki opublikuje te zdjęcia to będzie dla nas koniec. Koniec the GazettE, koniec tak naprawdę wszystkiego. No zajebiście Uruha... nie masz o czym myśleć kiedy liżesz się z facetem?
Przerwałem pocałunek i wyprostowałem się. Patrzyłem cały czas na Aoia, na jego piękne ciało. Sięgnąłem jego bioder, podniosłem je i zacząłem lizać jego otwór, a kiedy to mi się znudziło naparłem członkiem i wszedłem w niego, później odczekałem chwilę aby przyzwyczaił się do mojej obecności w sobie czego także nigdy nie robiłem. Aż mnie samego dziwiła ta moja delikatność.

Krzyknąłem, dużo ciszej niż normalnie. Kiedy się przyzwyczaiłem sam zacząłem nabijać się na niego, jęcząc. Przyciągnąłem go do siebie i zacząłem całować. Między pocałunkami szeptałem (normalnie krzyczałem) jego imię. Korciło mnie, żeby powiedzieć mu "Kocham Cię". Ale powstrzymywałem się jak tylko mogłem.

Doszliśmy prawie w tym samym momencie. Położyłem się obok niego na łóżku i przytuliłem go do siebie. Pocałowałem go w czoło po czym leżeliśmy tak przytuleni przez dłuższy czas milcząc

Wtuliłem się w niego. - Myślałeś kiedyś o tym czym się różnimy od normalnej pary? - Przyssałem się do jego obojczyka. Ale mu siniaka (malinkę) nabije...

-Hm... Na pewno tym, że parą nie jesteśmy. Czy możesz mi nabijać językiem siniaki w mniej widocznym miejscu?- zaśmiałem się. Aoi nie robi malinek. On nabija językiem 5 centymetrowe siniaki. Swoją drogą ciekawe skąd mu takie pytanie nagle do głowy wpadło. Lepiej się nie domyślać.

- A nie chciałbyś tego zmienić? - Spytałem w przerwie na robieniu mu siniaka.

Zamurowało mnie. Head rozjeb totalny. On mówi poważnie? Kurwa, co mam mu powiedzieć? Nigdy o tym nie gadaliśmy. To był taki seks bez zobowiązań. Chcę z nim być? Nie wiem! A czemu nie? Nie! Nie chcę udawać że coś do niego czuję skoro nie wiem czy coś czuję. Aoi stwierdził, że zachowujemy się jak para... a może warto by spróbować jeśli miałoby się opierać na takich samych zasadach. Kurde, co mu odpowiedzieć?
- Proszę następne pytanie...?

Skończyłem mu nabijać siniaka i spojrzałem w oczy. - Tylko pytałem. Tak jak jest teraz też jest dobrze. Po prostu pomyślałem czy by nie iść dalej. - Powiedziałem swobodnie. Nie żeby mi nie zależało, wręcz przeciwnie, byłem zakochany. Stąd przyszły mi do głowy te myśli. Położyłem dłoń na jego policzku, kciukiem gładząc skórę.

No to mi sprawy nie ułatwiło,ale bez ryzyka człowiek nie żyje.
- Niech ci będzie. Tak.

- Jesteś pewien? - Spytałem upierdliwie.

-Szczerze? Nie, ale spróbować można.

Uśmiechnąłem się. Idiota. Wtuliłem znów po czym spytałem po chwili myślenia. - Hmm... I co to zmieniło? - I zaśmiałem się tym bardziej, ze to był mój pomysł.

-No chyba nic.- nie mogłem się oprzeć i pocałowałem go czule.


                                                  KONIEC PARTU 1
                                       ale bójcie się bo będą kolejne xD




piątek, 3 sierpnia 2012

Wiecie że nie umiem tytułów wymyślać xD

Hej :3 no to teraz coś nowego - JR x Ren z NU'EST ♥ Mam nadzieję, że wam się spodoba. Wydaje mi się, że to zepsułam no ale sami oceńcie ^^ Miłego czytanka /~ Tori ♥
I mam jeszcze jedno pytanie... Czemu to ja muszę zaczynać znowu opisówkę ?!
No i oczywiście jeśli wszystkich błędów nie usunęłam to przepraszam :3

Podział ten sam.
Tori - JR - czerwony
Ivani - Ren - pomarańczowy

Kurwa, czy oni nic nie umieją zrobić dobrze?! No jak słowo daje zaraz zacznę im tyłki kopać. - Chłopaki do cholery ogarnijcie się jeżeli nie chcecie kolejnej godziny próby.- wszyscy byliśmy zmęczeni a wydawałoby się ze Ren najbardziej. To właśnie przez niego z 2 godzin próby zrobiły się 4 i pol.- Nie skończymy dopóki nie będzie tak jak ja chce wiec przyłóż się Ren!

Miałem dość. Ciało ociekało mi potem, a serce tłukło mi się w klatce piersiowe. A on wymaga więcej! Jakby nie mógłby już odpuścić na dziś! Jakby nie widział, że już jestem przemęczony! Posłałem mu nienawistne spojrzenie, ale odpowiedziałem złamanym, ochrypniętym głosem: Nie daje rady. Idźcie. Sam poćwiczę...

On chciał sam ćwiczyć nowy układ? Do końca go powaliło?
- Nie będziesz sam ćwiczył,bo mamy ćwiczyć to razem a tak stojąc i gadając dużo nie zrobimy.- Sam myślałem ze zaraz padnę ale próbowałem to ukryć. Lider nie będzie cienki i nie padnie po tylko 4 godzinach prób. Spojrzałem na Rena spode łba. Był cały spocony, nogi się praktycznie pod nim uginały. Może jednak przesadziłem? - Dobra chłopaki zbierać się i spadać, ale ty Ren zostań jeszcze chwile. Musze z tobą pogadać.

Na samą myśl o tym, że będziemy sam na sam, to bym się zarumienił, ale ponieważ byłem rozgrzany na policzkach to większej różnicy nie było widać. Skinąłem tylko głową i usiadłem, a raczej opadłem na podłogę. Nie miałem nawet siły, żeby pójść po wodę.

Trochę zrobiło mi się go żal kiedy tak padł na podłogę jak kukła. Blondyn ciężko oddychał. Poszedłem po 2 butelki z woda i podałem,mu jedna, a swoją odkręciłem i pociągnąłem spory łyk.
- Co sie z toba stalo,Ren? Nie jestes ostatnio soba. Masz jakies problemy? Coraz mniej sie przykladasz do tanca a dopiero niedawno byl nasz debiut.- Spojrzalem gleboko w oczy blondyna siadajac obok niego i oczekiwalem na odpowiedz.
-Nam możesz zaufać. My ci pomożemy.


Skrzywiłem się. Nie ich sprawa, co mnie gnębi. W końcu to moje osobiste sprawy. Zerknąłem na JR'a. - Nie. Po prostu mam jakiś gorszy czas. Jak się nie będziecie wtrącać ani nade mną użalać, to będzie mi znacznie lepiej. - Warknąłem trochę nie uprzejmie i spojrzałem na podłogę. Tak. Ta wykładzina teraz wydawała się taka ciekawa.

Badawczo przyglądałem się jego twarzy, jego wzrok wbity był w podłogę. Na zewnątrz bylem spokojny lecz w środku coś mną szarpało. Złapałem go za podbródek podnosząc jego głowę. Zbliżyłem twarz do jego twarzy by wpatrzeć się w głąb jego oczu.
- Nie przestane się wtrącać je
li mój przyjaciel ma problemy - powiedziałem wolno z poważniejszym głosem niż zazwyczaj tak aby zrozumiał, że nie żartuję.

Odepchnąłem go tak szybko jak tylko mogłem. Rumieniec z powodu rozgrzania powoli znikał, a teraz nagle powrócił na miejsce. Beże, jak mi było głupio... Miotałem spojrzeniem po podłodze, omijając jego oczy. Znów utkwiłem wzrok w podłodze. Gdybym tylko był w stanie to bym uciekł...

Nie rozumiem o co,chodzi. Czemu mnie odepchnął? Co zrobiłem? A on znowu siedzi jak ta sierota rumieniąc się... zaraz, zaraz, co?! Ren się rumieni ?! Znów się do niego zbliżyłem i położyłem mu dłoń na czole. Był rozpalony.
-Ren ty chyba masz gorączkę.-Spojrzałem na niego teraz zmartwiony. On jest chory a ja mu jeszcze każę tańczyć prawie 5 godzin. Czuje się jak idiota.

Tak jak wcześniej mi było głupio tak teraz było jeszcze gorzej. Delikatnie odciągnąłem jego rękę od mojego czoła. - Nie dotykaj mnie... To znaczy...! Nie, nie mam gorączki... Ja... Po prostu muszę odpocząć... - Spojrzałem w bok i zacisnąłem pięści. Serce waliło mi jak opentane. Przez chwile miałem ochotę się rozpłakać...

- Jak nie masz jeśli masz wypieki na policzkach i jesteś gorący... - dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego ze brzmi to ...hm... dwuznacznie.- To znaczy... twoje ciało jest gorące... cholera... po prostu masz podniesioną temperaturę organizmu, no.
Spojrzałem na jego zaciśnięte dłonie i zagryzłem wargę po czym położyłem dłoń na jego pięści, nie wiem w sumie dlaczego tak... po prostu. Bo wydawało mi się to właściwe.

To był dziwny gest z jego strony... I to jak sam się gubił we własnych słowach... Ucieszyło mnie to. Podobał mi się i to jak zwracał się tylko do mnie było przyjemne. No chyba, że czegoś chciał... A teraz z taką łatwością pokonuje dystans między nami... O kurwa... Co on sobie pomyśli, jak poczuje moje walenie serca?! Znów odepchnąłem jego rękę z przerażeniem na twarzy.

Widząc strach malujący się na jego twarzy pomyślałem że coś mu się stało.
- Ren dobrze, sie czujesz.?- tak to glupie pytanie ale w tym momencie ta wiedza byla dla,mnie najwazniejsza. Widol twarzy blondyna na ktorej nie bylo,strachu a wrecz przerazenie wcale nie byl przyjemny. Wlaciwie to widząc przestraszyłem się niemalże w takim samym stopniu. Nie mogę, no nie mogę s
tak. Przytuliłem go przez co poczułem jeszcze bardziej ciepło jego ciała a na torcie poczułem bicie jego serca, które galopowało w takim tempie jak u człowieka tuz,przez zawalem.

Nie rozumiem! Za cholerę nie rozumiem co myśli! Czemu znowu mnie dotkną, a nawet przytulił, skoro widzi moje reakcje na to. Odsunąłem się, poczułem jak robi mi się słabo. Zakręciło mi się w głowie. Zamknąłem oczy i zacząłem masować skronie, nie potrafiłem wydusić słowa, a ręce trzęsły mi się koszmarnie.

No dobra dosyć żartów. Wziąłem go na ręce co wcale łatwe nie było i zaniosłem go do szatni. Stamtąd wziąłem nasze rzeczy, obie torby przewiesiłem sobie przez ramiona i znów podniosłem blondyna niosąc go do samochodu.
- Chuju muju. Jedziesz do domu odpoczywać. Przy okazji,wzywamy lekarza i nie nie zostawię cię w spokoju.

- Nie! JR! Wszystko dobrze! Zmęczyłem się po prostu! Postaw mnie! - Protestowałem. Wiedziałem, że jak mnie postawi, to się przewrócę i nie wstanę, ale bałem się. Przecież nic mi nie było! Nie słuchał mnie, więc objąłem go za szyje i uczepiłem się. - Przestań, JR, po prostu odwieź mnie do metra. Wrócę do domu i zadzwonię rano. Po prostu mnie zostaw... - Przy ostatnim słowie głos mi się złamał. Byliśmy stanowczo za blisko.

-Mowy nie ma. W takim stanie nigdzie szedł nie będziesz. Wiozę cie do domu i dzwonie do lekarza. Bez dyskusji.- Powiedziałem swoim stanowczym tonem lidera. Naprawdę się o niego martwiłem, co będzie jak nie będzie mógł występować? Ja się chyba załamię psychicznie. Przecież bez Rena we 4 nie będziemy mogli występować. No zajebiście. Przyjaciel jest chory a ja się bardziej o karierę niż o niego. Świetny ze mnie przyjaciel, nie ma co. Gdy dotarliśmy do mojego auta z trudem otworzyłem drzwiczki ale dałem rade i posadziłem Rena na fotelu pasażera, zamknąłem drzwi po czym wpakowałem nasze torby do bagażnika i zasiadłem za kierownica ruszając w kierunku mieszkania młodszego chłopaka.

- JR! Nie! Odczep się! Nigdzie z tobą nie jadę! - Za nim odpalił samochód, złapałem go za przód koszuli i przyciągnąłem do siebie. Spojrzałem mu w oczy stanowczo. Za nim zdąrzyłem się odezwać zorientowałem się jak blisko jesteśmy. Zrobiło mi się głupio, ale jego usta, tak kusiły... Utkwiłem w nich wzrok, a podświadomość wołała "Pocałuj, pocałuj!". Przymknąłem oczy i stwierdziłem, że jestem słaby. Mocniej zacisnąłem dłoń na przodzie jego koszuli i nadal z zamkniętymi oczami syknąłem: Nigdzie z tobą nie jadę...

Wyglądał w tej chwili jak takie małe dziecko... Tylko czemu mam ochotę pocałować to dziecko, które przed chwila patrzyło na moje usta? JR tumanie opanuj się! Co mi się tak nagle zebrało na myśli o całowaniu chłopaka? I do tego jeszcze Rena? Cudem oderwałem wzrok od jego uchylonych, kuszących warg, odsunąłem się od niego i odpaliłem auto. Starałem się nie myśleć podczas jazdy o tym co przed chwila się zdarzyło lecz nie udało mi się. Jak mam nie myśleć o tym ze przed chwila chciałem pocałować swojego przyjaciela?

Drogę przebyliśmy w ciszy. Oparłem skroń o szybę i patrzyłem przez okno, na ludzi idących na wieczorne spacerki lub knajpki, z wystawionymi tablicami różnych ciekawych ofert, na wystawy w sklepach, mineliśmy centrum handlowe, a w przerwach między budynkami widoczny był księżych na czarnym niebie otoczony ledwie widocznymi gwiazdami. Ale nic szczególnie nie zwróciło mojej uwagi. Męczyła mnie cisza i to, że tak długo byłem z JR-em sam na sam, w tak krępujących okolicznościach. Jego spojrzenie, usta, zapach, ciepło, dotyk... To chore... Chciałem, żeby się skończyło, ale bałem się również, że na tym się skończy, że nie będziemy ponosić konsekwencji za to co się stało, tylko za to, że się nie stało. Ale ja jestem za słaby, żeby cokolwiek zdziałać. A przy nim? Nawet zdania nie mogę skończyć...

Kiedy dotarliśmy na miejsce pierwsze co zrobiłem to kazałem się Renowi nigdzie z auta nie ruszać. Wyjąłem z bagażnika nasze torby i zrobiłem z nimi to co wcześniej. Otworzyłem drzwi od strony pasażera i wziąłem Rena na ręce później zatrzaskując drzwi. Skierowaliśmy się do budynku gdzie mieszka młodszy tancerz.

Trzymałem się go kurczowo, starając się opanować. Miałem mętlik w głowie. Gdy doniósł mnie pod kamienice wysunąłem się z jego ramion od razu łapiąc ściany. Wstukałem kod, potrzebny do wejścia na klatkę i otworzyłem drzwi. Nie dałem się wnieść do windy, ale musiał mi pomóc. Dojechaliśmy na trzecie piętro i poprosiłem, żeby wygrzebał klucze z mojej torby. Niestety to on otworzył drzwi, bo ja byłem zdolny tylko do trzymania się jego, ewentualnie ściany. Weszliśmy do mojego mieszkania.
- Już ze mną lepiej. Położę się spać i rano wrócą mi siły... Idź już. - Powiedziałem to płynnie i bez jąkania, sprawnie unikając jego spojrzenia. Tak bardzo chciałem żeby został. Tak bardzo chciałem, żeby został... Zacząłem patrzeć na moją podłogę zza kurtyny łez, które natychmiast spłynęły po moich policzkach.

-Mówiłem ci już ze teraz cie nie zosta... co się stało Ren?- spytałem widząc jak jego łzy skapują na podłogę. Przytuliłem go do swojego torsu i pokierowałem nas do jego sypialni
-Coś cie boli?

Ren już leżał w łóżku a ja siedziałem obok na jego brzegu. Cholera, jeśli naprawdę coś mu jest to chyba sobie jebnę kulkę w łeb. To moja wina to przeze mnie jest taki wymordowany i zapewne przeze mnie tez się rozchorował. Głupi egoista.
- Prze-przepraszam.- wyjąkałem. Od dawna nie mówiłem tego słowa. Kilka lat żyłem bez niego, a teraz ...-przepraszam przyjaciela za swoja głupotę i zniszczenie zdrowia... Zadzwonię po tego lekarza. Wstałem z łóżka.

- JR... Nic mi nie jest... Ja... Nie chciałem Cię przestraszyć... Nie idź... Nie potrzebuje lekarza... Tylko... - Wytarłem łzy. - Nie mogę pozbierać myśli. - Podniosłem górną partie ciała do pionu, podpierając się rękoma. - Nie jestem chory. Wszystkie te reakcje poza brakiem siły były spowodowane nie chorobą... - Nie dałem rady wydusić więcej słów. Spojrzałem mu w oczy i wytrzymałem spojrzenie, po czym wyciągnąłem do niego rękę.

JR niepewny co ma zrobić, czego Ren oczekuje po prostu złapał jego dłoń.
- To czym są spowodowane jeśli nie choroba?
Nie za bardzo rozumiałem cala ta sytuacje.

Pociągnąłem go do siebie tak, że starszy wylądował na mnie. Pocałowałem go, objąłem ramionami i wstrzymałem oddech bojąc się reakcji.

Zaskoczony poczynaniem kolegi przez chwile nic nie zrobiłem lecz kiedy znów moglem normalnie myśleć oderwałem się od Rena.
- Czemu to zrobiłeś do cholery jasnej?- dotknąłem swoich warg i oblizałem je, były słodkie... hmmm... zupełnie jak Ren... Nie! Nie wolno ci tak myśleć! Ale on się słodko rumieni. Nawet nie zauważyłem kiedy zacząłem się mu przyglądać uśmiechając się przy tym.

Czemu to zrobiłem? Dobre pytanie. Jego reakcja mnie wpieniała. A potem ten uśmiech... Postanowiłem brnąć w to dalej. Dotknąłem jego policzka, przejechałem po nim opuszkami palców, zjechałem na szyje, znów zacząłem zbliżać usta do jego ust, stopniowo zamykając powieki. Objąłem go obiema rękami i zbliżyłem go do siebie znów powodując pocałunek. Nie czekając specjalnie na jego odpowiedź, wsunąłem mu język do ust.

Miałem ochotę odepchnąć Rena lecz czując jego dotyk na skórze zaniechałem tego działania i po prostu oddałem pocałunek. No nie oszukujmy się, sam tego chciałem,a skoro to on zaczął to czemu nie miałbym skorzystać? Wsunąłem dłonie pod jego bluzkę i jeździłem zimnymi dłońmi po jego klatce piersiowej i plecach.

Kiedy oddał pocałunek byłem w niebo wzięty. Ale gdy poczułem jego dłonie na torsie przestraszyłem się. Lecz jego dotyk był taki przyjemny... Zacząłem rozpinać jego koszule, a po tym pozbyłem się jej rzucając za łóżko na podłogę. Badałem dłońmi jego umięśnioną klatkę piersiową. A gdy pomyślałem, co będzie dalej przestraszyłem się. Lecz jeszcze bardziej bałem się przerwać. Może jednak powinien wiedzieć, że to mój pierwszy raz...?

Co ja najlepszego wyprawiałem?! Całowałem,Rena! Rena! Boże widzisz i nie grzmisz! Jednak nie przerwałem pocałunku. Także zdjąłem z niego górna część garderoby. I wtedy jakby na odpowiedz błysnął piorun i zagrzmiało niespodziewanie. Odskoczyłem od Rena.

Spojrzałem na niego przerażony.
- JR...?
Nie zrozumiałem jego zachowania. Jak zwykle miałem wiele pomysłów w głowie. Zacisnąłem pięści.

-Dobra Ren ja spadam dopóki ta burza jest jeszcze znośna.- wyciągnąłem swoja koszulkę z za łóżka i skierowałem się do drzwi jak najszybciej i z nadzieja ze Ren nie wpadnie na genialny pomysł uchronienia mnie przed burza bo nie wytrzymam. Albo w tej chwili wyjdę albo Ren przez kilka dni nie usiądzie... i wolał bym to pierwsze

Nawet chwili nie myślałem nad tym co robię. Zsunąłem się z łóżka i pobiegłem za nim. Wyprzedziłem go i oparłem się o drzwi, nie pozwalając wyjść.
- Nie! Nie idź! Nie teraz! Do cholery jasnej, nie gdy w końcu... - Urwałem w połowie zdania. Nawet nie wiedziałem co chciałem powiedzieć, wiedziałem tylko, że nie wypuszczę go teraz! Nie ma mowy!
- Wiem czego chcę... Nawet jeśli to się więcej nie powtórzy... JR, nie idź...

O dziwo zrozumialem niewyrazna paplanine mlodszego. Tym razem to ja go pocalowalem i siegnalem do jego rozporka, odpialem jego spodnie i zsunalem je wraz z bokserkami po czym,to samo zrobilem ze swoimi. Mialem prawde mowiac wielka,ochote na blondynka. Odwrocilem go tylem do siebie tak zeby sie oparl o drzwi i wszedlem w jego ciasne wnetrze bez przygotowania bo nie chcialo mi soe tracic na to czasu. Od razu zacząłem poruszać sie w nim gwałtownie

Nie miałem czasu się przygotować ani mentalnie ani fizycznie. Wrzasnąłem z bólu i zacisnąłem powieki. Mimo, że łzy cisnęły mi się do oczu  powstrzymałem płacz. W końcu tego chciałem. O to prosiłem. To mam. Dopiero kiedy się przyzwyczaiłem wydałem cichy jęk przyjemności.

Kochaliśmy się ponad godzinę na różne sposoby aż w końcu chyba 6 raz tej nocy doszliśmy obaj i prawie padłem ze zmęczenia, nie dosłownie. Podniosłem znów blondyna i delikatnie położyłem go na łóżku po czym zacząłem się ubierać.

Byłem wykończony. Nie miałem siły na nic. Leżałem bezwładnie na łóżku. Chciałem, żeby położył się obok mnie nagi i gorący. A on po prostu zaczął się ubierać.
- JR...? - Jęknąłem, patrząc się w jego stronę, zmęczonym wzrokiem.

Już kończyłem się ubierać kiedy usłyszałem głos Rena. Odwróciłem się i spojrzałem na jego nagie, ładnie zbudowane ciało. Kiedy to zrobiłem poczułem jak znów robi mi się ciaśniej w spodniach.
- Tak?

- Połóż się obok mnie... - Poprosiłem. Kiedy moje ciało się uspokoiło poczułem ból w nadwyrężonych mięśniach. Naturalnie tyłek bolał mnie najbardziej.

-Ee... nie mogę... muszę już wracać... bo... bo moja dziewczyna będzie się martwic. -plątałem się. Nie wiem skąd pomysł żeby mu skłamać o tej dziewczynie no ale nie będę teraz tu z nim leżał jakbyśmy byli już małżeństwem. I nie, nigdy nie będziemy. Nigdy nie chciałem się z nim nawet kochać... no dobra chciałem, ale było to pod wpływem chwili i napięcia. Po za tym dawno już nie miałem TAKICH relacji z inna osoba. No to się wpakowałem.- No to ja lecę. Pa.- otworzyłem drzwi sypialni nie zamykając ich za sobą skierowałem się do drzwi wejściowych.

Świat mi się zawalił. Poczułem się jakby ktoś mnie w brzuch kopnął. Przez chwile pomyślałem, żeby za nim pobiec, walczyć o niego. Ale gdy tylko napiąłem mięśnie przeszył mnie ból. Wykorzystał mnie. Jak szmacianą lalkę. Źle odebrałem jego spojrzenia? Po moich skroniach popłynęły łzy, nie smutku, czy bezmyślności tylko pustki. Jakby w jedną chwilę wyssano mi uczucia. Szlochnąłem. Dostałem gęsiej skórki. Czekałem na dźwięk zamykanych drzwi, żeby móc wybuchnąć płaczem.

Wybiegłem na zewnątrz, wsiadłem do samochodu i gdy już odjeżdżałem z piskiem opon przypomniało mi się, ze zostawiłem u Rena swoja torbę. Szlag. No ale się przecież teraz nie wrócę. Walili te torbę. Jak moglem coś takíego zrobić przyjacielowi.? Nie zasługiwał na traktowanie jak dziwkę. Od kilku lat przyjaźniliśmy się a ja to zniszczyłem przez swoje zachcianki i niewyżycie. Az mnie coś za serce łapie kiedy przypominam sobie wzrok blondyna kiedy uciekałem, bo ja nie wyszedłem tylko uciekłem. Nagle usłyszałem klakson nie zdążyłem się nawet spojrzeć na drogę, później dźwięk gniecionego metalu i tłuczącego się szkła. Poczułem następnie ból a chwile później już nic nie czułem. I tak było dobrze. Nie myślałem już o tym jak bardzo skrzywdziłem Rena. Nie myślałem o niczym i przestałem się zamartwiać o wszystko, ale miałem jeszcze ostatnia prośbę "Błagam, niech on mi wybaczy bo bez tego sam sobie nie wybaczę." Następnie tylko cisza i ciemność.

Podczas gdy było już po ceremonii, podczas gdy wszyscy już wrócili do domów łkając, żałując i tęskniąc ja nadal stałem nad jego grobem. Nie płakałem, miałem dość płaczu. Nie nienawidziłem go, nie potrafiłem. Czy go kochałem? Dobre pytanie. Ale ja nie szukałem odpowiedzi. Upadłem na kolana i spojrzałem na nagrobek, na którym wyryte były twoje imię i nazwisko.
- Jesteś idiotą. Jesteś największym idiotą na ziemi. Nie dałeś mi szansy na wytłumaczenie. Wybaczam Ci to co zrobiłeś wtedy w nocy. Bo tego chciałem, marzyłem o tym. Nie wybaczam Ci, że mnie zostawiłeś potem. Bo gdybyś został... - Głos mi się złamał. Nie byłem w stanie dalej mówić. Ale po co mam mówić, skoro o tym myślę, a ty na zawsze będziesz w moim sercu i głowie?

No to by było na tyle. Uśmierciłam JR .. fanki mnie zabiją xD Mam nadzieję, że wytrzymaliście kolejną notkę z moją schizą. Pomysł trochę oklepany, ale nie miałam o 3 w nocy za bardzo siły do myślenia xD Proszę o komcie jak to wam się bardzo NIE podobało. Z góry dziękuję :** /~ Tori ♥
Wiem że mam kompleksy ale już nic nie umie ich wyleczyć, przyrosły do mnie. To nierozłączna część mnie ^^



czwartek, 2 sierpnia 2012

Tytuł Ivani wymyśli xD

Kolor czerwony- Tori - Reita
 Kolor pomarańczowy - Ivani - Ruki


Stoję w progu jego pokoju i patrze jak spokojnie śpi w wielkim 2 osobowym łóżku. Jest taki piękny, taki uroczy i taki bezbronny. Jak małe lwiatko bez matki. W mojej głowie pojawiały się fantazje w których nie był małym lwiątkiem lecz wielkim lwem. Demonem seksu. Cisza panująca w pokoju stała się uciążliwa. Podszedłem do niego i wlazłem do jego łóżka zakrywając się kołdra. Leżał tyłem do mnie spokojnie miarowo oddychając. Zawsze sypiał tylko w bieliźnie tak jak ja co ułatwiało sprawę. Zdjąłem z siebie ostatnia część ubrania po czym zdjąłem z niego bokserki. Jego tyłeczek aż się prosił o ostre rżnięcie. Klepnąłem go dosyć mocno po czym bez żadnego przygotowania jednym wprawnym ruchem wszedłem w niego do końca .

Rei się zaśmiał (zapewne ze mnie -.- ) po czym pomógł mi wstać. Jak stanąłem na równe nogi i spojrzałem mu w twarz tak mnie korciło przed pewnym czynem, ze się nie powstrzymałem. Walnąłem go w twarz z otwartej reki. Ponieważ kiedy go walnąłem ze złości spiąłem całe ciało zabolał mnie tyłek. Spojrzałem na niego jeszcze bardziej gniewnie.- Bolało...

Pomimo tego ze Ruki tak dba o swoje dłonie żeby były gładkie i delikatne to uderzenie wcale delikatne nie było. Potarłem piekący policzek nieco zdziwiony ale w sumie moglem spodziewać się takiego zachowania z jego strony. Jednakże trochę go nie rozumiem. Od jakiegoś czasu wokalista mnie pociągał i miałem dziką ochotę po prostu go rżnąć. A ostatnio zauważyłem że bardzo często mi się przygląda, a kiedy ja na niego spojrzę wtedy z nikłym rumieńcem, bo przykrywa go tona makijażu, spuszcza wzrok lekko się uśmiechając. Z tego wywnioskowałem że też ma na mnie ochotę więc o co teraz chodzi? Czemu patrzy teraz ze złością?
- Co się stało? Czemu jesteś zły?

No teraz to myślałem że go wykastruje... Wpierdala mi się do pokoju, włazi do MOJEGO łóżka i ni z gruszki ni z pietruszki... tego nie skończę... A teraz się jeszcze głupio pyta. Poczułem się jak małe dziecko dźgnięte po raz setny w czoło
- Nic takiego Reitusiu - odpowiedziałem głosem ociekającym sarkazmem. - WYJDŹ! - Wskazałem drzwi starając się mu patrzeć w oczy
Właśnie... Starając... Odwróciłem wzrok, natychmiast po zetknięciu się naszych spojrzeń
Ach... Czemu nie mam teraz tej tapety na gębie. Pochyliłem lekko głowę w nadziei, ze nie zobaczył rumieńca.

Znów to zrobił. Odwrócił wzrok. A zawsze uwielbiałem spojrzenie jego oczu. Chwyciłem go za podbródek wpijając sie w jego usta. Takie kuszące... Musiałem, po prostu musiałem ich spróbować, zobaczyć jak smakują. Takie delikatne... tak jak on.
Kompletnie zlałem jego rozkaz. Pragnąłem go. A teraz kiedy mam szansę, kiedy odważyłem się spróbować... musiałem zrobić to do końca. Podniosłem go i rzuciłem na łóżko. Był cięższy niż myślałem, ale godziny spedzone w siłowni nareszcie się przydały. Usiadłem na nim okrakiem tak że nasze erekcje się stykały i znów zacząłem go całować.

Całe moje ciało się spięło, pod wpływem jego pocałunku. W jednym momencie staliśmy, a on mnie pocałował, a w drugim leżałem pod nim na łóżku. W mojej głowie kłębiło się tyle myśli, że nie wiedziałem już sam czego chce. Podobał mi się? Nie, wcale... Ja byłem w nim zakochany! Z drugiej strony nie powinienem dopuścić do takiej sytuacji nigdy! Jesteśmy w jednym zespole, jeżeli zrobimy coś głupiego, czego potem będziemy żałować... Zespół się rozpadnie... Ale jak mam niby o tym myśleć kiedy w końcu jest tak blisko... Jak mam się sprzeciwić kiedy czuje go prawie całym ciałem... Sam byłem bezsilny. Zacząłem mu utrudniać pocałunki, odepchnąłem go delikatnie. Udało mi się spojrzeć mu w oczy i szepnąłem. - Reita... Będziemy żałować...

Kilka lat czekałem na tą chwilę. Spodobał mi się od samego początku, odkąd przyszedł do mnie i do Uruhy mówiąc że chce śpiewać w naszym zespole. Mój przyjaciel nie był co do niego przekonany ale jakoś wybłagałem, dosłownie wybłagałem Uru i z czasem nawet on się przekonał do Takanoriego. Całe 10 lat czekałem na odwagę która by mi pozwoliła zadziałać. A teraz gdy w końcu leżał pode mną on mi mówi że będę żałować. Miałem ochotę znow sie zaśmiać.
- Ruki. Nigdy nie będę żałować jeśli zrobię to z Tobą.

Poczułem jak moje policzki pokrywa bardziej widoczny rumieniec. Odwróciłem głowę w bok. Byłem tak cholernie zły na siebie! On tylko wspomniał o seksie, a mi się zakręciło w głowie. Zamknąłem oczy, powoli odwróciłem głowę twarzą do niego. Bałem się. I to był jedyny powód dla, którego znów go delikatnie odepchnąłem. - Reita, nie...

-Kochanie... nic ci się nie stanie.. będę delikatny obiecuję.- Żeby mu pokazać że mówię prawdę pocałowałem do najdelikatniej i najczulej jak umiem co wcale nei było trudne w tym przypadku. Gdy tylko go widzę już mnei coś łapie za serce, a co dopiero całowanie go ..

Ale nie o to chodzi Reita... Pomyślałem. Mimo to oddawałem pocałunki.Odepchnąłem go gwałtownie - Nie! Reita, nie! - Miałem zamiar usiąść, ale on nadal siedział na mnie w taki sposób, że próba zepchnięcia go... Byłaby jeszcze bardziej niezręczna niż cała ta sytuacja...

-Ruki co sie do jasnej cholery dzieje? Bo chyba nei chodzi o zespół ?
czekaj ..
Patrzyłem uważnie na jego twarz. próbując z niej wyczytać odpowiedź, ale mi się nie udało.
Zacząłem się martwić. Może się pomyliłem co do uczuć młodszego ? może mu się wcale nie podobam i sobie coś uroiłem ?

Spojrzałem na twarz Reity. Widząc jej wyraz, wystraszyłem się lekko. Postanowiłem sobie w myślach spokój. Jeżeli go teraz odepchnę, to on więcej nie wróci. Nawet jeśli to teraz za wiele dla mnie... Objąłem go za szyje i zamknąłem oczy, żeby nie wyczytał z nich niepewności i strachu. Pocałowałem go i czekałem na odpowiedź...

Wciąż nie za bardzo przekonany oddałem pocałunek z cala mocą, z całym uczuciem. Nie chciałem aby poczuł moją niepewność. Znów położyłem go na łóżku. Zszedłem z jego bioder i umieściłem się pomiędzy jego nogami. Zszedłem pocałunkami na jego szyje kierując się w dół. Bawiłem się jego sutkami po czym zaraz później już całowałem jego podbrzusze. Wziąłem w usta jego członek napawając się wydawanymi przez niego dźwiękami.

Przez jego pieszczoty momentalnie zapomniałem o strachu, niepewności i całej reszcie świata. Całował mnie, dotykał, a gdy dotarł do mojego podbrzusza, fala gorąca rozlała się po moim ciele i nie byłem w stanie ani panować nad jękami ani nad ruchem bioder. Byłem jego zabawką, własnością. Niech robi ze mną co chce do rana. Wplotłem palce w jego włosy nadając rytm ruchom jego głowy.

kierował moją głową nadając swoje ulubione tępo. Czułem się wspaniale słuchając jego jęków, westchnień i wyczuwając ponaglające ruchy ciała. Kiedy wkońcu doszedł w moich ustach wyplułem jego spermę na dywan po czym pocałowałem go . Następnie oblizałem swoje trzy palce grubą warstwą śliny i najdelikatniej jak umiałem wsadziłem w jego ciasny otwór jeden palec.Kiedy się już przyzwyczail do nowego uczucia dodalem drugi i trzeci palec. Po skończonym rozgrzewaniu wolno i bardzo delikatnie wczedlem w niego. chciałem mu sprawić jak najmniej bólu. Nie miałem zamiaru posuwać,go tak żeby mnie znienawidził. Teraz w tym momencie to był najszczęśliwszy czas w moim życiu. Bylem w niebowziety jak jeszcze nigdy.

 
Był delikatny, a każdy ruch sprawiał mi przyjemność. Objąłem go za szyje i przyciągnąłem do siebie. Poczułem się śmiały, odważny, uśmiechnąłem perwersyjnie sam nie wierząc w swoją przemianę i uśmiechnąłem. - Coś taki delikatny, Suzuki? Z bassem ci lepiej idzie... - Nie miałem ochoty na delikatność. Pocałowałem go agresywnie, przejmując dominacje w pocałunku.

Byłem lekko zdziwiony zachowaniem wokalisty. Taka delikatna kruszynka chce się po prostu pierdolić?! Nie żebym nie wolał na ostro ale to było cholernie nie podobne do Takanoriego, którego znał wcześniej. Ale nie moglem pozwolić sobie na bycie ta uleglą strona. Całowałem go coraz zachłanniej znów zyskując dominacje i przyspieszając ruchy sprawiając także, że były one mocniejsze, dziksze.

To był właśnie Reita. Ten prawdziwy Reita. Dominator. To co on wyrabiał na scenie z gitarą... Nie umywa się do tego co robił ze mną teraz. Mimo walki o dominacje, między naszymi językami, jęczałem. Dłońmi badałem jego plecy. Przy jego mocniejszych ruchach mimowolnie drapałem go paznokciami.

Mruczałem z przyjemności odczuwając jego reakcje. Tak dobrze mi z nim było. Niech ta chwila nie zostanie przerwana. niech trwa wiecznie, a sprawie ze obaj dotrzemy do raju wcześniej niż przed śmiercią... kurwa chyba później napisze piosenkę... O czym ja myślę?! I to jeszcze przeżywając najlepszy seks z moim ideałem. Tak, zdecydowanie Ruki jest moim ideałem. Śliczny, zboczony chłopczyk w dzień i dzika bestia w nocy. Moje westchnienia wzmogły się kiedy odczułem nadchodzący szczyt.

Drugi raz tej nocy doszedłem. Wszystko przez Reite! Jeżeli wcześniej byłem w nim zakochany, to teraz jest mi bardziej potrzebny niż tlen. Jeżeli ta chwila ma się kiedykolwiek skończyć, to ma się obowiązkowo powtórzyć. Nieświadomy tego, że cokolwiek mówię, wyznałem mu miłość, choć dobrze wiedziałem, że te dwa słowa nie są w stanie wyrazić moich uczuć.

Doszedłem w nim z głośnym jękiem po czym położyłem się na łóżku obok niego. Jeśli myślałem ze tej nocy nic już mnie nie zdziwi to wyraźnie się pomyliłem. Uśmiechnąłem się mimowolnie i przytuliłem go do siebie. Dłuższa chwile nic nie mówiłem tylko napawałem się jego zapachem, ciepłem i sama obecnością.

Wtuliłem się w niego i zamknąłem oczy.
- Nie waż się mnie zostawiać...
I zasnąłem jak małe dziecko. Zdążyłem już tylko pomyśleć o tym co będzie rano i przestraszyć się tego.

- Tez cie kocham.- szepnąłem wprost do jego ucha. A myślałem ze wcześniej byłem szczęśliwszy niż kiedykolwiek wcześniej to teraz gdyby nie wyczerpanie skakałbym z radości. Z lekkim uśmiechem na ustach usnąłem obok swojego ideału wtulonego we mnie. Pomyślałem jeszcze tylko: Nigdy cie nie zostawię... Takanori.
Pierwszy raz zwróciłem się do niego po imieniu. Co z tego ze tylko w myślach skoro we wszystkim musi być ten pierwszy raz?


No to teraz wasza opinia : kto gorzej pisze, bo ja stawiam na siebie ! / ~ Tori ♥