A więc... ten oto blog zawiera treści yaoi, czyli opowiadania o miłości i seksie w wersji boyxboy. Jeśli jesteś hejterem lub brzydzisz się yaoi, albo masz jeszcze inne powody aby go nie lubić to zapraszam to kliknięcia czerwonego krzyrzyka w górnym prawym rogu lub strzałeczki, która cofnie cię z powrotem do mormalnego świata :3 Z góry dziękuję ♥
Blog dedykuje wszystkim zażartym yaoistkom i yaoistom ^^

wtorek, 13 listopada 2012

Jogging 6

Jak można zauważyć lubię bawić się ustawieniami na blogu. Mam nadzieję, że nie ma kłopotów z czytaniem, w razie czego piszcie :D
Miłego czytanka ~♥ // Tori





Zaniosłem małego sierściucha do domu, gdzie od razu odlał się na samym środku salonu.
- No dzięki mały ... To tak okazujesz wdzięcznosć ? Jak tak, to zostaw to dla Ruksa. On się ucieszy.
Zaniosłem zakupy do kuchni wytarłem pierwsze wyroby pieska w moim domu. Oby więcej ich nie było. Zamknąłem go w swojej sypialni. Po przeprowadzce ze sklepu trochę się uspokoił i już nie szczekał tyle co było bardzo pomocne.
Jakieś dziesięć minut później przyszedł Ruki, po prostu wszedł jak do siebie, tak jak mu kazałem.
- Czesć mały, gotowy na cudowną noc ?
Ruki od razu skierował sie do kuchni w poszukiwaniu czegoś do picia. Wyjął z lodówki sok pomarańczowy i pił z gwinta po czym odpowiedział
- Za zwrot "mały" powinieneś w łeb dostać, a reszta zdania brzmi jak jakaś propozycja. - wrócił do salonu i usiadł na sofie obok mnie.
- Ja miłbym składać propozycje tobie? Chociaż... W sumie kuszące...
Zaczęliśmy obaj się śmiać.
Włączyliśmy pierwszy film z mojej kolekcji horrorów, nawet nie pamiętam tytułu, ale po 15 minutach oglądania oddaliłem się pod pretekstem skorzystania z toalety.
W duchu modliłem się żeby pies nie zaczął na mój widok szczekać , ale na całe szczęście kiedy otworzyłem drzwi po prostu przyglądał mi się z ciekawościa i nie wydał z siebie ani szczeknięcia.
Wziąłem go na ręce i kryjąc za plecami zaniosłem do salonu.
Ruki wpatrzony był w ekran telewizora i nawet nie zwrócił na mnie uwagi.
- Taka-chan, mam coś dla ciebie.
Teraz zwrócił na mnie swój wzrok.
- Co takie...
Zaniemówił gdy wyciągnąłem zza pleców małego szczeniaka.
- Taki mały prezent. Mam nadzieję, że spodoba ci się sprzątanie małych bomb, bo mi nie bardzo przypadło to do gustu.
Ruki zaśmiał się przez łzy, które pojawiły się w jego oczach.
- Oj, Ruki nie płacz, aż tak źle nie będzie. Da sie przeżyć ten smród...
Matsumoto rzucił mi się na szyję, oczywiście uważając na pieska, co nie powiem nieco mnie zaskoczyło.
Przytuliłem go jedną ręką do siebie.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję...
- Dobra, dobra, a teraz weź tego małego szczekacza, bo boje się, że zsika mi się na rękę.
Ruki roześmiał się.
- Ale ty masz Uru problemy ... Ważniejsze jest jak go nazwać ? ... Bo to jest on, tak ?
- E ... nie wiem, nie sprawdzałem, nie będę psa molestować.
- Idiota... -prychnął w odpowiedzi - Hm ... Nie mam pomysłu.
Pogłaskałem psa po główce.
- No to nazwiesz go jak będziesz miał jakiś pomysł, a narazie będzie bezimienny.... Opcjonalnie możesz nazwać go Uruha ...
- Nie.
- Szlag.

                                                       
                                       ***


Dalej oglądaliśmy filmy chociaż była już druga w nocy, ale żadnemu z nas spać sie nie chciało, tylko pies już zasnął na rękach Takanoriego a ten położył go na łóżku obok siebie.
- Koron! - nagle wykrzyknął wokalista
- Co to jest Koron?
Zdzielił mnie po głowie.
- Wymyśliłem imię dla psa.- Uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Ach, ładne... - Tak mi było dobrze kiedy się śmiał. Kiedy był szczęśliwy wtedy i ja byłem w  dobrym humorze.
Zorientowałem się, że był mi on teraz bliższy, o wiele... bardziej nawet od Reity. Nie podejrzewałem, że tak się może zdażyć. Zawsze to Suzuki był mi najbliższym przyjacielem.
Spojrzałem na wokalistę, który głaskał psa. Szczeście z niego wypływało.
- Koron ... Na prawdę ładnie.
- No nie? - Teraz on na mnie spojrzał i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Wczesnej nie zauważyłem jak blisko siebie jesteśmy, a dziwne było to, że wcale nie chciałem się od młodszego odsuwać tylko być jeszcze bliżej niego. Ruki też się nie odsunął, natomiast zachęcony tym zacząłem zmiejszać odleglość między naszymi twarzami. Młodszy zaczął robić to samo, a zatrzymaliśmy się dopiero wtedy gdy nasze usta dzieliła odległość oddechu. Trwaliśmy tak przez chwilę po czym zmniejszyłem odległość pomiędzy nami do zera złączając usta w pocałunku. Nasze języki splatały się ze sobą czyniąc ten pocałunek bardziej czułym i namiętnym. Kiedy odsunęliśmy się od siebie patrzyliśmy sobie w oczy w milczeniu. W oczach Takanoriego widziałem radość co i we mnie ją wzbudziło.
Chcę, żeby się uśmiechał już zawsze, ma taki piękny uśmiech. Jeszcze lepiej by było gdybym to ja był powodem jego uśmiechu,
Czy ja się zakochałem?
To pytanie pierwszy raz zadałem sobie 2 tygodnie temu ale stwierdziłem, że sobie tyko coś ubzdurałem i Ruki jest tylko bardzo dobrym i bliskim przyjacielem. Jaki głupi ja byłem. Widząc oczy młodszego byłem już pewien tego co czuję do niego.
Znowu pocałowałem go, lecz tym razem mocniej, tak aby przez ten pocałunek poczuł moją miłość. Ruki pchnął mnie i położył na łóżku.Usiadł na moich biodrach wkładając zimne dłonie pod moja bluzkę, po chwili ją zdejmując. Nie pozostałem mu dłużny.
Zdjąłem z niego koszulkę i zabrałem się za spodnie. Sam pomógł mi je zdjąć wraz z bielizną. Z moimi spodniami i bokserkami stało się to samo.
Nim zdążyłem go przygotować sam nabił się na mojego penisa i zaczął poruszać biodrami. Wbijałem się w niego mocniej, dodatkowo zaspokajałem go dłonią.
Westchnienia i jęki młodszego były zachętą do dalszego działania. W końcu doszedłem chwilę przed nim.
Przewróciłem Rukiego na bok i znów wsunąłem się w niego.
Wykonywałem ruchy coraz to szybciej pojękując z każdym pchnięciem głośniej. Przyjemność była nieziemska. Po kolejnym orgazmie tej nocy zacząłem całować jego szyje schodzić nizej, coraz niżej... Wziąłem jego przyrodzenie do ust. Zacząłęm ssać czubek by zaraz później wziąć go głębiej w usta. Poruszałem głową gwałtownie w górę i w dół co jakiś czas zwalniając, zasysając sie i podgryzając. Kilka minut późnije osiągnął szczyt w moich ustach.
Złożyłem na jego wargach kolejny pocałunek, który odwzajemnił i położyłem się obok przytulając go do siebie.
- Uru... Pamiętasz jak mówiłeś, że tamta kelnerka to nie jest osoba w której chcesz się zakochać?
- Tak.- odpowiedziałem wiedząc już do czego chłopak pije.
- A czy jest osoba, w której chcesz się zakochać?
Nawet ja usłyszałem tą nadzieję w jego głosie.
- Tak.
- A kto to ?
- Reita.
- Co?!- pisnął i próbował się ode mnie odsunąć, ale dosyć mocno go trzymałem więc nie dał rady.. Panika w jego głosie mnie rozbawiła.
- Z czego się śmiejesz?
- Z ciebie głupku.
Na policzkach wykwitł mu piękny, czerwony rumieniec.
- Czemu? - pogłaskałem go po policzku.
- Bo to ciebie kocham.
- Naprawdę?
- Tak.
Ruki wtulił się we mnie mocno i ledwie słyszalnym szeptem powiedział:
- Ja ciebie też kocham.

                                           ***

Trzy tygodnie później...
Było lato. Znowu wczesnym rankiem wybraliśmy się do parku lecz tym razem w inne miejsce.
Szliśmy na grób Sabuchana. W końcu trzeba było to zrobić, Taka-chan nie może tego unikać.
Poszedłem z nim, aby go wspierać duchowo i fizycznie.
- Żebyś tylko wiedział jak ja za tobą tęsknie piesku...
- On zapewne wie, wie o tym i także za tobą tęskni.
- Mam nadzieję, że mnie jeszcze pamięta. - odwrócił swój smutny wzrok w moją stronę.- Dziękuję, że zmusiłeś mnie, żebym tu wreszcie przyszedł i ze przyszedłeś ze mną, sam bym nie dał sobie rady.
- Nie mógłby cię zapomnieć. Byłeś dla niego rodziną. Nie ma sprawy, kochanie. Idziemy?
Pokiwał głową i w jego oczach ujrzałem radosne ogniki.
- Tak. Trzeba wyprowadzić Korona na spacer.
- Proszę... Obyśmy się nie spóźnili...
Tydzień temu postanowiliśmy, że Ruki zamieszka ze mną, a wraz z nim będzie jeszcze Koron...
- Jak narobił w domu to ja tego nie sprzątam. - Ogłosił wszem i wobec dumny Takanori.
- Jak to?! To twój pies!
- Ty go kupiłeś.
- I wciąż się siebie pytam po co mi to było...
- Dla mnie. Bo mnie kochasz... - przyciągnął mnie za podbródek do siebie i pocałował. Matko boska jak ja to kocham...
- Racja...
-... Dlatego ty będziesz sprzątać. Bo mnie kochasz.- wyszczerzył ząbki w uśmiechu.
- następnym razem niech mnie ktoś uprzedzi, ze jeśli się zakocham to będę musiał być przygotowany na brudną robotę.
- Bobrze powiem ci, powiem. Nawet zafunduję ci torebeczki na kupki! A teraz nie marudź.

                                            ***


- Koron, ubóstwiam cię! Nie muszę sprzątać! - wykrzyknąłem uradowany tą wizją.
- Ciesz się, tym razem ci się upiekło.
Chłopak stanął na palcach i delikatnie ucałował moje usta, a ja pogłębiłem pocałunek.
Chwilę później kiedy się od siebie odsunęliśmy pies zaczął na coś szczekać, a kiedy na niego spojrzeliśmy skakał wokoło swojej nowo narodzonej kupki wesoło szczekając i merdając ogonkiem.
Szczekanie psa zostało zagłuszone jednak moim rozpaczliwym krzykiem.
- Koroooon!


                                  

                                               THE END




Mam nadzieję, że taki rozdział odpowiada :3 // Tori

2 komentarze:

  1. jej. Jaki uroczy rodzinny wręcz obrazek. tak wspaniale to wszystko opisujesz:D
    Notka jest na prawdę długa. gratuluję ;) niech każda kolejna notka będzie taka długa. szkoda że tak szybko się skończyło. lubię tą parę. zresztą lubie wszystkie pary:D
    pozdrawiam ciepło..
    ps. jeśli chcesz możesz wejść na mojego bloga bo właśnie napisałam pierwszą notkę. zapraszam.
    buziaczki

    OdpowiedzUsuń
  2. uuu jakie to było słodkie!! na prwadę poprawiłam tym sobie humor :D

    OdpowiedzUsuń