Umieramy, by znów się odrodzić, ale dlaczego to boli MNIE najbardziej?
Czuję się jakby cały żal i smutek świata był przelany na mnie.
Czy to kara? Kara za moje grzechy?
Choćbym nie wiem ile razy się spowiadał On mi nigdy nie wybaczy. Nie wybaczy mi tego, że kochałem, że kocham nadal faceta, który zdradzał mnie na każdym kroku, puszczał się na lewo i na prawo, po czym wracał do domu nad ranem by się wyspać i od rana mnie rżnąć. Robił to tak namiętnie, że aż wyczuwałem w tym uczucie, które może tylko sobie wyobrażałem, ale ono sprawiało, że każdą noc mu wybaczałem.
Od tygodni jestem pogrążony w żałobie, spędzałem dni w tym jednym pomieszczeniu.
Gdy pukają, nie otwieram.
W skrzynce zapewne gnieżdżą i mnożą się rachunki, ale jakoś mało mnie to obchodziło. W głębi duszy wiem co pragnąłem tym uzyskać, chociaż sam uważałem to za kretyńskie rozwiązanie.
Zatrząsłem się z zimna i okryłem się szczelniej kołdrą.
Z kuchni dobiegł mnie dźwięk tłuczonego talerza, mój szloch zamilkł i wsłuchiwałem się w ciszę, w której słyszałem cichutki odgłos kroków.
Wyskoczyłem z łóżka i już wiedząc co się stało pobiegłem wprost w ramiona śmierci w postaci mojego ukochanego. Wraz z nim odszedłem. Odszedłem szukać miejsca gdzie zaznamy spokoju.
Czuję się jakby cały żal i smutek świata był przelany na mnie.
Czy to kara? Kara za moje grzechy?
Choćbym nie wiem ile razy się spowiadał On mi nigdy nie wybaczy. Nie wybaczy mi tego, że kochałem, że kocham nadal faceta, który zdradzał mnie na każdym kroku, puszczał się na lewo i na prawo, po czym wracał do domu nad ranem by się wyspać i od rana mnie rżnąć. Robił to tak namiętnie, że aż wyczuwałem w tym uczucie, które może tylko sobie wyobrażałem, ale ono sprawiało, że każdą noc mu wybaczałem.
Od tygodni jestem pogrążony w żałobie, spędzałem dni w tym jednym pomieszczeniu.
Gdy pukają, nie otwieram.
W skrzynce zapewne gnieżdżą i mnożą się rachunki, ale jakoś mało mnie to obchodziło. W głębi duszy wiem co pragnąłem tym uzyskać, chociaż sam uważałem to za kretyńskie rozwiązanie.
Zatrząsłem się z zimna i okryłem się szczelniej kołdrą.
Z kuchni dobiegł mnie dźwięk tłuczonego talerza, mój szloch zamilkł i wsłuchiwałem się w ciszę, w której słyszałem cichutki odgłos kroków.
Wyskoczyłem z łóżka i już wiedząc co się stało pobiegłem wprost w ramiona śmierci w postaci mojego ukochanego. Wraz z nim odszedłem. Odszedłem szukać miejsca gdzie zaznamy spokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz