A więc... ten oto blog zawiera treści yaoi, czyli opowiadania o miłości i seksie w wersji boyxboy. Jeśli jesteś hejterem lub brzydzisz się yaoi, albo masz jeszcze inne powody aby go nie lubić to zapraszam to kliknięcia czerwonego krzyrzyka w górnym prawym rogu lub strzałeczki, która cofnie cię z powrotem do mormalnego świata :3 Z góry dziękuję ♥
Blog dedykuje wszystkim zażartym yaoistkom i yaoistom ^^

wtorek, 30 października 2012

Jogging 4 i 5

Nawet nie wiecie jakim zdziwieniem były komentarze... i to w miarę miłe O.o Więc tę notkę dedykuję wszystkim tym co już choć raz się odważyli skomentować i tym co jeszcze tej odwagi nie mają. W razie jakby coś to ja nie gryzę, lubię z ludźmi gadać, a za Ivani nie ręczę , bo to takie homo nie wiadomo xp Miłego czytanka ♥ // Tori
PS Specjalnie dla was zrobiłam dłuższy rozdział... no dobra połączyłam 2 rozdziały >.<



- Uru...- obudziło mnie szturchanie przez Rukiego. Ledwo żywy otworzyłem oczy i przeniosłem się do siadu, a gdy tylko to zrobiłem rozbolała mnie głowa. Ból był okropny.
- Która godzina ... ? - Przeparłem oczy żeby lepiej widzieć.
- Proszę.- Takanori podał mi okulary z szafki nocnej po czym wskazał na tabletki na ból głowy i szklanke wody.
- Dziękuję. No dobra, teraz trzeba nam śniadanie jakieś zrobic... Co zazwyczaj jesz na śniadanie ?- Nie bardzo miałem pomysł i produktów w lodówce na wymyślenie czegoś większego. Spojrzałem na wokalistę drapiac się w tył głowy.
- Ja nie jem ostatnio śniadań, ale zawsze to były jakieś płatki czy coś...
Spojrzałem na niego jak na dziecko niespełna rozumu, jeszcze tylko brakuje, żeby mi się tu zagłodził.
- Jak możesz nie jeść śniadań? To najważniejszy posiłek w ciągu dnia.-pokręciłem głową- Oj, ja cię zaraz tego oduczę. Do kuchni marsz!
Ruki niechętnie wymaszerował tak jak mu kazałem.
-Siad. - Usiadł na krześle, które wskazałem. - To teraz ja ci zrobię śniadanie. I dędziesz musiał to zjeść - Zagroziłem mu z nożem w ręku i po prostu czułem się jak morderca.
- A nie mogę po prostu danio zjeść?
-Nie.
W spojrzeniu maleństwa pojawił isę strach.
- To ja podziękuję...
- Spokojnie to da się zjeść, a nawet powiem ci, że mało osób robi takie dobre jak ja.
- Ale co?
Zaśmiałem się wrednie.
-Zobaczysz...
- No dobra, Kouyou w kuchni to już może straszyc, ale Kouyou w kuchni robiący coś do jedzenia to juz wzbudza przerażenie.
- Ha ha ha. Bardzo śmieszne...


Po pięciu minutach ...


- ... Pomidor, ogórek, ketchup, musztarda... O, prażona cebula. Czosnek, salami, trochę drobiu...
- Kaczki? - Spytał Ruki uśmiechając się słodko.
- Siedź cicho, bo ci jeszcze wcisnę środki na przeczyszczenie... Jeszcze to ... i ... gotowe!-Postawiłem przed wokalistą talerz z pięcioma kanapkami, których wysokość przekraczała 5 centymetrów.- Smacznego.
Matsumoto niechętnie wziął (zaznaczmy, że ledwo ją wcisnął) kanapkę do ust, ale chwilę później na jego twarzy odmalował się szok.
- O, kurwa, jakie to dobre ... - i zajął się jedzeniem nie zwracając już uwagi na nic, ale zmieścił w żołądku tylko 3 kanapki, a dwie ja musiałem za niego dokończyć.

Po jedzeniu znów wybraliśmy się do pary i znowu rozmawialiśmy ze sobą wyjątkowo szczerze i otwarcie.



Part 5



Dni mijały, a  nasza przyjaźń była coraz silniejsza. W ciagu tych kilku dni dowiedzielismy sięo sobie więcej niż nasi najbliżsi dowiedzieli się o nas przez całe życie.
Niedługo miały być moje urodziny, ale jakoś nie miałem głowy do rozmyślania nad imprezą. Dzień jak co dzień, minie jak każdy kolejny.
Od czasu spotkania w parku wraz z Rukim zaczęliśmy się tam spotykać prawie codziennie o świcie, spędzamy ze sobą o wiele więcej czasu, bardziej się dogadujemy i rozumiemy.
W zespole jak zwykle wygłupy i mnóstwo pracy, nic się nie zmieniło.
Teraz właśnie wyszedłem po zakupy, bo razem z Rukim chcemy sobie urządzić noc filmową we dwójkę.
Po kupieniu ku temu niezbędnych rzeczy po drodze do domu mijałem sklep zoologiczny. Takanori wciąż tęskni za Sabuchanem, brakuje mu pieska, którego co dzień wyprowadzał pięć razy dziennie na spacery, bawił się z nim, uczył go nowych sztuczek i nagradzał ciasteczkami.
Od czasu pochowania psa Ruki ani razu nie był na jego "grobie". To było dla niego zbyt trudne, pustka we wnętrzu nie dawała mu spokojnie żyć ...
Wszedłem do zoologicznego i od razu zacząłem się rozglądać za szczeniakami, nie było trudno znaleźć koszyk z małymi szczekaczami stojący na samym środku pomieszczenia.
W koszyku wiklinowym było kilka szczeniąt, w oczy od razu rzucił mi się mały, rozszczekany, czarno brązowy psiak.
- Poszukuje pan pieska?- spytała sprzedawczyni. Była to starsza kobieta o łagodnych rysach twarzy. Od razu było po niej widać, że kocha zwierzęta, a szczególnie właśnie czworonogi, tak jak Ruki.
- Właściwie proszę pani to już chyba znalazłem.- wskazałem palcem na pieska.
Kobieta podała mi go, a kiedy wziąłem go na ręce wtulił się we mnie i umilkł na chwilę, po czym znowu szczeknął.
- Chyba pana lubi. Będzie mu się dobrze z panem żyło.
- To nie dla mnie tylko dla przyjaciela. Niedawno pies mu zdechł, więc postanowiłem, że sprawie mu mały prezent.
Kobieta uśmiechnęła się.
- Pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Podarować przyjacielowi stworzenie, które na pewno go pokocha, to wspaniały prezent, ale współczuję mu z powodu tamtego pieska. Oby i tego obdarzył miłością ...
- Na pewno. To dobry człowiek.





Przepraszam, że tak krótko i jak na razie nic się nie dzieje ciekawego, no ale znieście to bo w następnych partach już będzie ciekawiej. Bardzo dziękuję jeszcze za krytykę ^^
Postaram się napisać coś szybko, ale teraz mam o wiele mniejszy dostęp do komputera :/ Do następnego // Tori ♥

piątek, 19 października 2012

Jogging 3

Tę część dedykuję ostatnio poznanej lecz już wiele dla mnie znaczącej Kaori. Mam nadzieję, że to ścierwo Cię nie zabije  ♥ // Tori 




- Ruki zmieniłbyś taktykę... Ta postać ma o wiele więcej lepszych ciosów. -powiedziałem przegrywając właśnie z nim w Tekkena piąty raz pod rząd.
- Ale idzie mi całkiem dobrze... O to było fajne!
Wokalista znów wygrał.
- Ja się tak nie bawię! - Zrezygnowany i upokorzony skierowałem się do kuchni i przetrząsnąłem lodówkę w poszukiwaniu czegoś nadającego się do zjedzenia, nie zielonego i nie poruszającego się.
W lodówce leżało moje ulubione sake odłożoną specjalne okazje bez okazji i ciasto zrobione przez moja siostrę. Ciasto pokroiłem, wziąłem kieliszki i zaniosłem łupy do salonu.
- Mamy coś dobrego.
Ruki świecącymi się oczami patrzył na czekoladowe ciasto. Wziął kawałek i zaczął się delektować.
- Mmm... Czyżby to był jeden z wyrobów twojej siostry?
Zaśmiałem się krótko.
- Nie. Sam je zrobiłem.
- Gdyby to nie było takie pyszne w tym momencie wyplułbym na telewizor, ale szkoda mi ciasta.
Ja i moje słabe strony ... a największą jest właśnie GOTOWANIE!
- Gdybyś nie miał racji to bym się obraził.
Rozsiadłem się na sofie obok przyjaciela i nalałem do kieliszków sake po czym podałem jeden Rukiemu.
- Nie mogę, muszę jechać samochodem.
Zrobiłem minę zbitego psa. Pić samemu to żadna frajda.
- Ze mną się nie napijesz?
Taka-chan pokręcił głową.
- Chciałbym , ale muszę jakoś pojechać do domu.
- Żaden problem. Nocujesz u mnie.-zawołałem radośnie. Im więcej czasu spędzonego z przyjacielem tym lepiej.- Mam wolny pokój. A teraz pijemy.
Ruki wziął ode mnie niechętnie naczynie i spojrzał na mnie.
- To na pewno żaden problem?
- No tak. Nie marudź już.
- No dobra.
Obaj jednocześnie opróżniliśmy swoje kieliszki.


                                                   ***


Miło spędziliśmy wieczór, ale trzeba było się kiedyś kłaść spać więc zaprowadziłem Rukiego do pokoju, pokazałem mu gdzie jest co po czym sam poszedłem do swojej sypialni .
Przez jakieś pół godziny po prostu leżałem w łóżku, a gdy już zacząłem usypiać usłyszałem delikatne pukanie do drzwi.
- Wchodź bez pukania.- Wokalista wszedł tak by narobić jak najmniej hałasu
- Dobrze.
Podniosłem się do siadu przyglądając się sylwetce przyjaciela
- O co chodzi?
Takanori się skrzywił, widać było, ze nie bardzo miał ochotę zwierzać się z tego lecz w końcu wykrztusił jąkając się - No bo widzisz... ja.. ten , no .. boję , boję się ciemności, no.- Odetchnął po czym kontynuował- Mogę spać z tobą?
- Czemu wcześniej nie mówiłeś? Jasne, że możesz, wskakuj. - posunąłem się, aby zrobić mu więcej miejsca, gdyż zawsze kładłem się po środku swojego dwuosobowego łóżka.
Ruki położył się obok twarzą zwrócony do mnie. Przykryłem go ciaśniej kołdrą.
- Jak chcesz to włącz sobie lampkę.
- Nie będzie ci przeszkadzać? Już i tak wepchnąłem się do twojego łóżka, nie będę ci bardziej życia uprzykrzać.
Sam sięgnąłem do włącznika i włączyłem lampkę.
- Przestań marudzić i przysuń się bliżej mnie.
Posłusznie choć wciąż niepewnie zrobił o co go prosiłem. Objąłem go ramionami i przytuliłem do siebie.
- Śpij spokojnie.
- Dziękuję - wyszeptał Ruki.
Uśmiechnął się i po paru minutach  zasnął wtulony we mnie. Także na moją twarz wstąpił uśmiech widząc spokój na twarzy Takanoriego.



Jak na razie się nic nie dzieje. Nie chciałam ich pokazywać od strony pijaków i wiecznych napaleńców. Pozdrawiam wszystkich, którzy odważyli się czytać moje schizy ^^ // Tori

wtorek, 16 października 2012

Tytuł: NIEZNANY parring : NIEOKRESLONY

Sama nie wiem co to jest, pewnego razu na fb mnie naszło na napisanie xD // Tori
Sorka za długą nieobecność ... szkoła i lenistwo -.-
Tak już a propos fb ... jeżeli chcecie to bardzo proszę o like na moim fan page :3 http://www.facebook.com/NieMowDoMniekiedySluchamTheGazette no to miłego czytanka i nie zabijcie mnie xDD

Deszczowy dzień, smutek, ból rozstania. Ciągle czekam na niego, wiem, że to ostatni raz kiedy odszedł, ale moje życie, a raczej parodia tego co się nazywa życiem, traci sens gdy w pobliżu go nie ma.
Dotyk tych miękkich dłoni, w które wcierał mnóstwo kremów, usta pieszczące każdy centymetr ciała, uśmiech, co doprowadza mnie do szaleństwa.
Deszcz ścieka po szybie tak jak moje łzy po policzkach.
Przekręciłem się na drugi bok i zaciągnąłem się głęboko zapachem poduszki, nadal nim pachniała. Wszystko wokół było naznaczone jego dotykiem, zapachem, których ja już nie poczuję prosto ze źródła.
Boże, czemu to musi tak boleć?

Umieramy, by znów się odrodzić, ale dlaczego to boli MNIE najbardziej?
Czuję się jakby cały żal i smutek świata był przelany na mnie.
Czy to kara? Kara za moje grzechy?
Choćbym nie wiem ile razy się spowiadał On mi nigdy nie wybaczy. Nie wybaczy mi tego, że kochałem, że kocham nadal faceta, który zdradzał mnie na każdym kroku, puszczał się na lewo i na prawo, po czym wracał do domu nad ranem by się wyspać i od rana mnie rżnąć. Robił to tak namiętnie, że aż wyczuwałem w tym uczucie, które może tylko sobie wyobrażałem, ale ono sprawiało, że każdą noc mu wybaczałem.
Od tygodni jestem pogrążony w żałobie, spędzałem dni w tym jednym pomieszczeniu.
Gdy pukają, nie otwieram.
W skrzynce zapewne gnieżdżą i mnożą się rachunki, ale jakoś mało mnie to obchodziło. W głębi duszy wiem co pragnąłem tym uzyskać, chociaż sam uważałem to za kretyńskie rozwiązanie.
Zatrząsłem się z zimna i okryłem się szczelniej kołdrą.
Z kuchni dobiegł mnie dźwięk tłuczonego talerza, mój szloch zamilkł i wsłuchiwałem się w ciszę, w której słyszałem cichutki odgłos kroków.
Wyskoczyłem z łóżka i już wiedząc co się stało pobiegłem wprost w ramiona śmierci w postaci mojego ukochanego. Wraz z nim odszedłem. Odszedłem szukać miejsca gdzie zaznamy spokoju.